KSIĘGA GOŚCI FORUM KONTAKT

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI

 

Mike Portnoy - wywiad z Larsem
10.01.2007


Mike Portnoy z Dream Theater przeprowadził 8 listopada 2006 telefoniczny wywiad z perkusistą Metalliki Larsem Ulrichem dla styczniowego wydania brytyjskiego magazynu Rhythm.

Pierwsze pytanie jakie Mike Portnoy zadał Larsowi Ulrichowi nie miało nic wspólnego z graniem na perkusji, było bardziej praktyczne: „Jak możesz wstawać tak wcześnie?”. Wygląda na to, że Mike nie jest rannym ptaszkiem, podczas, gdy Lars był już na nogach od 3 godzin. „Muszę dbać o moje dzieci.”, wyjaśnia, „Budzik dzwoni o 6.45, potem jest prysznic, śniadanie, i przygotowanie torebek z lunchem.” Pomimo domatorstwa, Lars wciąż pracuje nad ożywieniem metalowego potwora, narodzonego w 1981. W ubiegłym roku odbyła się europejska trasa upamiętniająca 20 rocznicę wydania „Master Of Puppets”, na której zagrali ten album w całości, co jak powiedział Lars było „bezpośrednio zainspirowane” wykonaniem tego samego albumu przez Dream Theater w 2002 roku. Obecnie Metallica pracuje nad następną płytą i po raz pierwszy od 1988 roku, w którym wydano „… And Justice For All”, Boba Rocka nie będzie za konsolą. Zamiast niego stery przejął Rick Rubin, który pracował ze wszystkimi od Slayera do RDMC. Kiedy Mike i Lars skończyli przekomarzanie o to, który z zespołów ma więcej dzieci, przeszli do poważniejszych pytań:

Mike Portnoy: Nie robię wywiadów w ten sposób, ale będę się starał i zobaczymy jak to się potoczy. Jak przebiegają prace nad nowym albumem?
Lars Ulrich: Jak na razie to był zabawny rok. Nie ma ekip filmowych, psychiatrów, producentów. Jest tylko nasza czwórka; siadamy, piszemy, gramy, pocimy się i dobrze się bawimy. Rick przychodzi raz na jakiś czas, słucha i podrzuca pomysły. Kontynuujemy to co zaczęliśmy na trasie, co graliśmy w pokoju ćwiczeń przed koncertami, to są te same pomysły. Mamy już około 25 utworów a Rick przychodzi do nas pojutrze. Powiedzieliśmy mu, że w zasadzie skończyliśmy pisanie, nadszedł czas na dopracowanie utworów i zaczęcie nagrywania.

Mike Portnoy: Jak to jest pracować z kimś po raz pierwszy od 15 lat?
Lars Ulrich: Po 5 płytach i 15-tu budzących respekt latach z Bobem jest to zupełnie inna energia, nowe wibracje. Jest i będzie on członkiem stale powiększającej się rodziny Metallica, ale musieliśmy spróbować czegoś innego. Rick należy do bardziej obrazowych ludzi. Nie mówi nam, abyśmy dali podwójne refreny tu, czy dodali 4 takty tam. On raczej mówi, byśmy wyłączyli Pro-Tools, grali i dopiero potem to aranżowali. Jak na razie zmusza nas do większej pracy, pocenia się i naciskania na siebie.

Mike Portnoy: Tak więc zajmowaliście się pisaniem, nie nagraliście właściwie żadnych partii perkusji?
Lars Ulrich: Mamy prawdopodobnie 30 lub 40 godzin surowego materiału, riffów, pomysłów czy jammowania i przyrzekliśmy sobie, że będziemy pracować nad tym co mamy. obecnie jest około 25 utworów i wykańczamy je, ale musisz pamiętać, że graliśmy na Rock’n’Roll Hall Of Fame, przez 3 tygodnie byliśmy w Republice Południowej Afryki, przez 6 tygodni w Europie, potem Rob został ojcem i znów mieliśmy parę tygodni przerwy.

Mike Portnoy: To stara szkoła. Led Zeppelin trochę nagrywali, potem koncertowali i powracali do pracy.
Lars Ulrich: To nie jest tak jak przy nagrywaniu „Black Albumu”, kiedy pracowaliśmy po 16 godzin przez 6 dni w tygodniu. Koncertowaliśmy, potem Kirk został ojcem i nawet jeśli praca się wydłuża to nam tonie przeszkadza.

Mike Portnoy: Jedziemy na tym samym wózku, ponieważ jesteśmy zamknięci w studio przez parę miesięcy i zajęci do początku przyszłego roku. Robiliśmy sobie przerwy – ja i gitarzysta właśnie wróciliśmy z trasy G3 i zamierzamy zrobić kolejną w Australii, w przyszłym miesiącu. Tak więc pracujemy i przerywamy.
Lars Ulrich: Dokładnie. Nie mam już energii na siedzenie w studiu przez 9 miesięcy, a potem na 18-to miesięczną trasę.

Mike Portnoy: OK. Ostatnie pytanie dotyczące nowego materiału i porozmawiamy ściśle o perkusji. Podobał mi się kierunek na waszym ostatnim albumie: dłuższe i mocniejsze utwory, niekonwencjonalne aranżacje. To mi bardzo przypomina poprzednie rzeczy. Czy kontynuujecie to, czy szykujecie coś nowego?
Lars Ulrich: „St. Anger” był eksperymentem, reakcją na robienie rzeczy przez 20 lat w ten sam sposób. To było jak „usiądźmy we czwórkę i podzielmy się pomysłami jakie przyjdą nam do głowy i nagrajmy je”. Myślę, że na tym albumie była niesamowita energia. Kończyliśmy go używając często Pro-Tools. Nowe utwory są natomiast stanowczo dłuższe i bardziej zawiłe. Album jest bardziej naturalny, ponieważ gramy razem, Kirk ponownie gra solówki, to nie jest na zasadzie „nagraj 8 taktów i wrzuć je do komputera”. Sprężyna ponownie jest założona na werbel. Pamiętam te czasy! W latach 90-tych mieliśmy bzika na punkcie tego, że nasz materiał staje się jałowy, brakuje mu iskry. Musieliśmy zobaczyć, czy tak samo będzie z „St. Anger”. Więc nagraliśmy wszystkie te momenty aby skończyć montując je razem na komputerze, przez co stały się one sztuczne. Tym razem zamierzamy nagrywać w sposób do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Mike Portnoy: Ja wyglądały twoje relacje z Cliffem, Jasonem i Robem? Jakie są różnice między nimi trzema jako basistami, jeżeli chodzi o muzyczną komunikację z tobą?
Lars Ulrich: Cliff był wyjątkowy. Ja, James i Kirk zawsze czuliśmy, że Cliff był daleko przed nami. Chodził do szkoły muzycznej, studiował muzykę klasyczną i był najbardziej utalentowany.

Mike Portnoy: Kiedy umiera ktoś w młodym wieku zastanawiasz się, co by było – co by robili dziś Jimi Hendrix i Randy Rhoads? To pozostanie tajemnicą jaki Cliff byłby dzisiaj.
Lars Ulrich: Dokładnie. On żył jakby w swoim własnym świecie. Jason był niesamowicie zmotywowany, skupiony, czasami myśleliśmy, że skupia się aż za bardzo. Był bardzo nietradycjonalny, bardziej związany z gitarzystami niż z perkusistą. Są momenty na „Enter Sandman” i niektórych utworach z „Load” i „Re-Load” , jak na przykład „Ronnie”, gdzie perkusja i bas powinny ze sobą współgrać, ale dopiero Robert nam to pokazał. Robert jest bardzo ugruntowany. Ma on zwyczaj patrzeć raczej na perkusję niż na gitarę Jamesa Wydaje mi się, że to co my teraz kombinujemy jest naprawdę fascynujące i gdy ludzie usłyszą brzdęki, przekonają się do nich. On zawsze dogrywa bas do perkusji, zespala oba instrumenty, a na żywo wręcz je utrzymuje. Rob perfekcyjnie się wpasowywuje. Metallica nigdy nie była szczęśliwsza i w lepszych stosunkach. I nie jest to żaden obraźliwy atak słowny skierowany do Jasona czy Cliffa, ale teraz w zespole jest spokój. Wszyscy jesteśmy w dobrych stosunkach ze sobą i dobrze się bawimy. Wszystko wydaje się być wyważone.

Mike Portnoy: Właściwie to jest to, co widziałem w „Some Kind Of Monster”. Bardzo wielu ludzi rozmawiających o tym filmie skupia się na negatywach, ale ja widzę pozytywy. Dla mnie to „Let It Be” The Beatles, po którym oni się nie rozpadają. „Let It Be” przyczyniło się do rozpadu The Beatles. Pomyślałem, że „...Monster” był czymś odbudowującym. Czymś w bardziej rodzaju odrodzenia, niż rozpadu.
Lars Ulrich: Cieszę się, że to mówisz, zgadzam się z tobą. Kluczową sprawą jest, że to co do tej pory robiliśmy, prawdziwy rezultat tego, czego nie było na „St. Anger”, znajdzie się na naszej nowej płycie. Wszystko w zespole układa się świetne, Rob ma w tym duży udział. Jest darem niebios.

 

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI