|
Wywiad z Robertem, cz.2 Robert Trujillo: Nie wiem czemu, ale dla mnie Infectious Grooves to był zabawny eksperyment. Taki zespół-poligon, gdzie staraliśmy się połączyć różne od siebie elementy muzyki. To tak jakby zamknąć w jednym pokoju Jamesa Browna, Kerry'ego Kinga i Johny'ego Rotten i próbować nagrać szalony album pod wpływem narkotyków. O to chodziło w Infectious Grooves. Taki komiks. Świetnie się bawiliśmy. Oczywiście, to nie ma nic wspólnego z tym, co teraz robię z Metalliką, jeśli chodzi o kreatywność i ścieżki basowe. Nawet w Suicidal Tendencies wprowadzałem pewną różnorodność, ale rdzeniem naszej muzyki pozostawał metal. To samo w Infectious Grooves, ale bardziej funky. W Metallice, sposób, w jaki James i ja gramy, nawet w starszych utworach, jak "Disposable Heroes", powiedziałbym, że to coś podobnego. Opowiadałem mojemu przyjacielowi Mike'owi Bordinowi któregoś dnia, że "Disposable Heroes" dla mnie jest funky. Popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem kiedy mu to oznajmiłem. Ale w "Disposable Heroes" możesz poruszać rękami i głową i czuć rytm, tak jak to robią raperzy. Jak to puścisz komuś, kto słucha hip-hopu, powie Ci, że to jest funky. Posłuchasz Raining Blood i poczujesz rytm. To jest jest dla mnie funky, nie pop czy slap. To nie ma znaczenia, czy słuchasz Jamesa Browna czy Slayera. Jeśli to ma rytm a ty kiwasz głową, to jest funky. Rock Hard: Wydaje mi się, że nieważne jak bardzo kochasz i szanujesz Ozzy'ego, to co robisz z Metalliką daje więcej spełnienia i poczucia bycia w zespole. Nieprawdaż? Nie mam tu na myśli wyłącznie strony muzycznej. Robert Trujillo: Masz absolutną rację. W kapeli Ozzy'ego, byłem goście obok niego. Pisałem dla niego piosenki, bardzo go kocham, to jeden z moich bohaterów, kocham Sabbathów i solowe dokonania Ozzy'ego. Granie z nim było dla mnie błogosławieństwem. Wiele się od niego nauczyłem, ale pewne rzeczy dzieją się nie bez powodu. Nadszedł dla mnie czas, by stać się pełnoprawnym członkiem zespołu, bycia częścią drużyny, gdzie mogłem udzielać się nie tylko jako twórca piosenek, ponieważ u Ozzy'ego byłem zatrudniony wyłącznie jako instrumentalista. W Metallice zmieniło się to - na lepsze. To nie tak, że nie mogłem tego doświadczać z Ozzym, po prostu tam nie mogłem ewoluować jako basista, ponieważ bas był tylko dodatkiem. Rock Hard: Nie był zabawnym fakt, że zastąpił Cię Jason Newsted? Robert Trujillo: Nie tak bardzo dla mnie, jak dla reszty zespołu. Im się to wydało dziwne. To był pomysł Sharon, ale to nawet ma sens, skoro Jason miał grać na Ozzfeście z Voivodem a Ozzy szukał nowego basisty. Osobiście nie mam nic do tego a nawet gadałem z nim. Odezwał się do mnie by zapytać jak grać niektóre utwory Ozzy'ego. Reszta Metalliki myślała, że to prowokacja, coś w stylu "patrzcie na mnie, co osiągnąłem" Rock Hard: Odkąd dołączyłeś do Metalliki, reszta grupy wydaje się bardziej wyluzowana i spokojna. Dobrze dla Ciebie, że nie kazali Ci przechodzić ciężkiego okresu próbnego, jak to miało miejsce w przypadku Jasona. Zdają się bardzo Cię szanować. Czy Ty również to odczuwasz? Robert Trujillo: Kiedy Jason dołączył do Metalliki, był bardzo młody, tak jak i reszta chłopaków. Ich charaktery były mocno zróżnicowane, to było niedługo po śmierci Cliffa Burtona i nie chcieli, by nowy basista czuł się zbyt komfortowo. W zespole były naprawdę dziwne wibracje, gdy Jason do niego dołączył. Może Jason nie dorobił się szacunku, na jaki zasługiwał a ja nie potrafię odpowiedzieć dlaczego, ale wiem, że oni od tamtego czasu bardzo dojrzeli i nie mają teraz czasu na figle. Mają obowiązki rodzinne i wiele innych spraw na głowie. James niedawno powiedział, że żart, jaki zrobili mi, to było "jako 20 zagramy Phantom Lord". Nawet nie znałem tego utworu, zajęło mi kilka godzin wyćwiczenie go na tyle, bym mógł wyjść i go zagrać. Czułem coś w rodzaju "robicie sobie ze mnie jaja?". Także mój pierwszy występ z nimi, w więzieniu San Quentin był jedną z takich chwil. Rock Hard: Rob, dzięki wielkie za wywiad. Było mi bardzo miło z Tobą rozmawiać. Czy chciałbyś jeszcze coś dodać? Robert Trujillo: Dziękuję również... Opowiem Ci jeszcze jedną historię o tym, co Metallica zrobiła mi na pierwszym przesłuchaniu. Nie grałem pierwszego dnia przesłuchań, miałem grać nazajutrz. Ale gdy około 23 pierwszego dnia opuszczaliśmy HQ, Lars zasugerował, żebyśmy skoczyli na kilka drinków. Zgodziłem się i skończyliśmy o piątej nad ranem, czyli 4 godziny przed tym, jak miałem grać z Jamesem i resztą! Myślę, że to był sprawdzian Larsa, czy potrafię się napić a potem grać jak trzeba. Wyobraź sobie, musiałem grać Battery na strasznym kacu, ale może to i lepiej, byłem bardziej wyluzowany, bez stresu.. Last mnie nie dorwał, haha!! |
