|
Ross Halfin w trasie z
Metalliką
Wylatuję do Lizbony, aby popstrykać Metallikę, powinno być interesująco - minęło zaledwie jedenaście lat... interesująco - minęło zaledwie jedenaście lat... 28 czerwca Umieram dziś. Piszę to o 18:00 a jedyne o czym myślę to wymioty. Tak naprawdę to rzygam cały dzień... wyskoczyłem wczoraj z Larsem i zniszczyliśmy Lizbonę... a raczej to Lars zniszczył mnie. Jezu, piłem (jak debil) czerwone wino, gin i rum... skończyłem w pokoju Larsa o 8 nad ranem słuchając NWOBHM na jego iPodzie - Saxon, Blitzkriez, Weapon i inne "toe-tapping favourites" jak je nazywa Lars. Kurwa, on właśnie wszedł do mojego pokoju i wygląda jakby nic się nie działo. Boże przepraszam, spraw bym poczuł się lepiej - Lars przypomina mi właśnie, że graliśmy Crazy Horses Osmondów bez końca... W porządku, przyznaję, że dziwnie było zobaczyć Metallikę na żywo. Pewne rzeczy oni wciąż robią tak samo i złapałem się na tym, że wiem co za chwilę się wydarzy. Disposable Heroes, Four Horseman i Whiplash (grali je na próbie dzień wcześniej) były świetne. Am I Evil to taki sam śmieć niezależni czy gra go Diamond Head czy oni - co za nużąca piosenka... "Jestem złem, tak jestem" ["Am I evil, yes I am"]. Może to kac. Zazdroszczę sam sobie tak świetnie spędzonego czasu.
29 czerwca Wróciłem do sypialni około 4 rano. Oddaje się Morfeuszowi - mój telefon dzwoni: "Idziemy się czegoś napić?" Patrzę na zegarek, jest 5 rano. "Nie Lars, nie idziemy." Jak on to robi... Zbudź się ciepła Lizbono, odlatujemy dziś do Bilbao z duńskim księciem. To był ciężki tydzień. W piątek poleciałam do Bilbao z moim toe-tapping kumplem Larsem i resztą heavy metalowej braci by szukać i niszczyć [seek and destroy] na BBK Rock Festival. Jak tylko dolecieliśmy Kirk i Robert poszli surfować (jak zamierzali to robić w Pirenejach - nie wiem) a James, Lars, "Stevenstein" [piątkowy ochroniarz Larsa] i ja mieliśmy VIPowską wycieczkę do Guggenheim Museum. Budynek całkiem okazały, w środku przeładowany sztuką, na temat, której cały czas rozwodził się Lars co oczywiście zanudziło i mnie i Jamesa, tylko Stevenstein trzymał ręce razem pobożnie udając, że jest zainteresowany. Ogromna rzeźba wykonana ze stali i zardzewiałego żelaza przypominająca kształtem jakiś obcy labirynt robiła wrażenie... Bilbao jest żywe. Byliśmy na miejscu w czasie światła bogów, pośród gór, bo tam właśnie miał miejsce festiwal. Tysiące ludzi już były na miejscu. To nieco dziwne, jak wielki tłum wyznawców bożyszcza krzyczą wśród gór "Giń, giń, giń..." ['Die, Die, Die...'] Po koncercie polecieliśmy do Londynu. Lars nie mógł odnaleźć tam paszportu a na lokalnego policjanta nie działał jego urok. Utknęliśmy na dobre. Ostatecznie udało nam się w środku nocy odlecieć do Luton, na miejscu byliśmy o 6:30 rano i wtedy imigracyjny przyczepił się do Jamesowej "talibowo-metallikowej" brody. Tak więc wychodziliśmy przez imigracyjny. Do domu dotarliśmy o 7:30, przespaliśmy się cztery godziny po czym polecieliśmy z Heathrow do Amsterdamu na koncert Aerosmith.
[...]
Zacząłem wczoraj przeglądać setki fotek moich heavy metalowych herosów - Metalliki. Zwyciężyło zmęczenie i brak obiektywizmu podczas wybierania. Musicie być obiektywni bo w przeciwnym razie wszystkie wyglądają tak samo. Skończę to dziś. |
