KSIĘGA GOŚCI FORUM KONTAKT

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI

 

James dla Kerrang!
23.07.2007


Poniżej wywiad z Jamesem zamieszczony w najnowszym magazynie Kerrang!

Kerrang!: Pracujecie z Rick'iem Rubin'em, który ma opinię producenta "wiecznie nieobecnego"...
James: Oh, spotkałem go raz, wpadłem na niego na korytarzu [śmiech] Nie, byliśmy doskonale świadomi jego reputacji, kiedy się na to decydowaliśmy. Na "St. Anger", Bob Rock robił wszystko - był producentem, inżynierem dźwięku, basistą, niańką, kimś w rodzaju ojca. A Rick jest prawie dokładnym przeciwieństwem tego wszystkiego; nie jest tam po to, żeby nas niańczyć. Kiedy się pierwszy raz spotkaliśmy jego stwierdzeniem na "dzień dobry" było: "Chłopaki chcę, żebyście zrobili na mnie wrażenie; Chcę, żebyście się poczuli, jakbyście znowu zaczynali od początku". On naprawdę chce nas przenieść do naszego stanu umysłu z czasu "Master of Puppets". Niemożliwym jest odtworzenie tego, kim byliśmy 20 lat temu, to głupota, ale musieliśmy odzyskać tamten głód.


Kerrang!: I czy póki co jest pod wrażeniem?
James: Rubin jest naprawdę dobry w czuciu piosenek i powie Ci prosto w oczy, jeśli coś mu się nie podoba. Zaczynaliśmy z 20-toma piosenkami i okroiliśmy tę liczbę do 14 od czasu, jak się pojawił. On Ci nie powie: "To jest kurwa do kitu", ale będzie sugerował, a ja jestem całkowicie otwarty na te sugestie. W przypadku "St. Anger" cały proces stał się tak otwarty i pozbawiony uprzedzeń, że doszło do tego, że się rozproszył. Tym razem jest bardzo dużo stwierdzeń typu: "Wybaczcie, ale to nie jest wystarczająco dobre". Dążymy do perfekcji.

Kerrang!: Czy w przypadku "St. Anger" demokracja, którą stosowaliście w studio złożyła się na album?
James: Dokładnie tak. To było całkowicie odrealnione. Przeszliśmy od zabijania się sarkazmem, gniewu i nie odzywania się do siebie, do przeciwnego bieguna, gdzie staraliśmy się ująć, każdy nawet najgłupszy pomysł, żeby nie urazić czyichś uczuć. I to też się nie sprawdziło!

Kerrang!: Wydaje się nieco dziwne, że robicie sobie przerwę na trasę, kiedy jesteście w trakcie nagrywania w studio?
James: Cóż miejmy nadzieję, że to nas zainspiruje do przeniesienia tego całego procesu na całkiem nowy poziom. Odsłuchujesz nowy kawałek i reagujesz: "Jesteśmy tam, słuchając 60-ciu tysięcy wrzeszczących ludzi i tego, co oni kochają w Metallice i nie wydaję mi się, żeby się wydzierali do tego!" Poza tym w studio robi się czasem klaustrofobicznie. Jesteś tam uwięziony i nie wiesz, czy ci wszyscy ludzie nadal tam są.

Kerrang!: Czy rozpocząłeś już pracę nad tekstami?
James: Mam kilka fraz i coś tam wokalnie, przynajmniej tyle, żeby poczuć klimat kawałka. Zapominam o zasadzie: "Zróbmy przyjemność wszystkim w zespole". Teraz to jest bardziej w stylu: " W tym miejscu teraz jestem, o tym teraz myślę". Sądzę, że ludzie będą się z tym identyfikować.

Kerrang!: Czy macie to poczucie, że czas ucieka i, że znowu musicie stworzyć album, który określi czym jest Metallica?
James: Cóż, pomysłów nam nie brakuje i co ja robię? Piszę piosenki, gram piosenki i lubię to robić. Wiem, że się starzejemy, nie ma sensu ukrywać tego faktu i możliwe, że będziemy jeździć w trasy mniej niż do tej pory, ale co do samego procesu nagrywania, chcemy po prostu zrobić dobrą płytę, zawsze tak było. Chodzi mi o to, że myśleliśmy, że "St. Anger" będzie niesamowity, a okazało się, że stał sie bardziej rodzajem oświadczenia niż muzyką Metalliki ,którą uwielbiamy grać na żywo. To było bardziej jak oczyszczenie, wydobycie ze mnie tego całego gówna, niż jak katalizator dla nowego rozdziału w historii Metalliki.

Kerrang!: Czy używacie jakichś nowych instrumentów na tej płycie?
Nie, ale znowu zajmuję się partiami obu gitar, jak za dawnych czasów.

Kerrang!: I Kirk nie ma nic przeciwko?
James: Oh, Kirk jest fantastyczny. Obaj z Robem są bardzo łatwi we współpracy. Dostarczają mnóstwa pomysłów, ale żaden z nich nie płacze, jeśli czegoś nie wykorzystamy.

Kerrang!: Coż zawsze zostaje Ci Lars, z którym możesz się pokłócić...
James: Taaaa, Lars i ja całkowicie się różnimy. Cały czas się kłócimy. Jeśli się z kimś nie kłócisz, to oszukujesz sam siebie. Tyle, że tym razem, to jest dużo mniej osobiste i ostre, dotyczy tego, co uważamy za słuszne.

 

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI