KSIĘGA GOŚCI FORUM KONTAKT

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI

 

Wywiad z Bobem Rockiem
14.09.2007


Poniżej wywiad z Bobem Rockiem, przeprowadzony przez witrynę Brave Words & Bloody Knuckles

 
ML: Nie zostało nam zbyt wiele czasu, pozwól więc, że zapytam jak ci się pracowało z Metalliką i jak skomentujesz "St. Anger"?

BR: Te 15 lat były najlepsze i najszczęśliwsze i wiele ponadto. 15 lat życia to sporo, ale było fantastycznie. Lepiej nie mógłbym spędzić tego czasu. Jeśli chodzi o St. Anger - jest tu wiele kontrowersji.


ML: Najwięcej kontrowersji wzbudziło brzmienie perkusji...

BR: No cóż... tak. Jednak myśląc realistycznie - tam nie było prawdziwych utworów. A to dlatego, że człowiek odpowiedzialny za pisanie nie mógł ich napisać, bo osobiście był gdzieś indziej. Zatem, to co znajduje się na St. Anger, to wszystko co zespół mógł w tamtym czasie zrobić. To były spięte do kupy riffy... Spoglądałem na to jak na surową moc lub garażowy zespół. To były po prostu same riffy... To był zespół garażowy i album miał właśnie tak brzmieć. Z tego wszystkiego nauczyłem się, że ludzie w metalowym światku nie chcą by pewne rzeczy się zmieniały, dlatego to lepiej, że Rick Rubin kontynuuje tę metalową rzecz, nie Bob.


ML: Album był również krytykowany za brak solówek...

BR: Każdy ma swoje teorie na ten temat, ale prawda... Oglądasz film i myślisz, że to jakaś wielka konspiracja, ale prawda jest taka, że Kirk miał szansę zrobić solo do każdej piosenki. Zaznaczyliśmy tylko, że "jeśli solo nie doda nic ciekawego - wtedy go nie dodamy". Taka jest prawda. Mówiliśmy: "Kirk, masz tyle czasu, ile potrzebujesz. Wymyśl coś oryginalnego i wielkiego..." Chcieli po prostu dojść do czegoś nowego, ale za każdym razem, kiedy Kirk wymyślał jakieś solo, James, Lars i ja mówiliśmy: "Nie, brzmi lepiej bez solówki". Okazało się więc, że nic nie brzmi dobrze, zatem postanowiliśmy zrezygnować z solówek. To prawda i Kirk zgodził się na to, ale oczywiście, jeśli oglądniecie film... Jest tam upchane dwa i pół roku, dlatego niektóre rzeczy wyglądają inaczej niż to miało rzeczywiście miejsce.


ML: Filmy, w najlepszym razie, pokazują tylko namiastkę rzeczywistości.

BR: Tak, dokładnie. Im bardziej zajmujemy się tego typu dokumentami, tym bardziej stają się one czymś innym. Nie koniecznie chodzi o prawdę, ale o kąt widzenia tej prawdy. A prawda jest taka, że zespół był wtedy rozbity. Byli skończeni.


ML: To że grałeś u nich na basie pokazuje że nie byli w zasadzie zespołem. Nie było czterech facetów.

BR: Było trzech facetów, ale dwoje z nich nie mogło przebywać w tym samym pomieszczeniu. Mieli wszystkie te własne problemy i nigdy nie chcieli być ze sobą razem w tym samym pokoju czy rozmawiać ze sobą ponownie. Rozpadali się. Było kilka tygodni czy miesiąc kiedy wszystko było skończone. Wszystko to zrobiłem ponieważ grałem na basie kiedy robiliśmy ten kawałek do Mission Impossible. Powiedzieli mi, że w tym momencie nie są gotowi by dołączył do nich ktoś nowy. Powiedzieli bym po prostu zrobił to samo co z Mission Impossible. Byłem tam z nimi jako przyjaciel, nie producent i jeżeli popełniłem jakiś błąd- było nim właśnie to. Nie robiłem tego co zrobiłby ktoś inny na moim miejscu- "zadzwoń kiedy będziesz miał gotowe kawałki". Są producenci którzy tak to załatwiają. W zasadzie nie robią nic- "napiszcie utwory a jeśli będą dobre to je nagram". Ja tak nie postępowałem- ponieważ to moi przyjaciele. Kocham ich. Widziałem że nie układa im się więc postanowiłem być z nimi. Byłem tam ponieważ jestem ich przyjacielem. Zostałem z nimi na dwa i pól roku mojego życia ponieważ potrzebowali kogoś. To dlatego tam byłem. Utknęliśmy razem i to co muszą zrozumieć fani zespołu to że St. Anger jest przyczyną tego że są dalej razem i jeśli ja mam się stać kozłem ofiarnym- niech tak będzie. Teraz znam ich jako istoty ludzkie i nie pracują z nimi. Po prostu życzę im wszystkiego dobrego. Są ogromnym zespołem i niesamowitymi muzykami. Nie mogę nic innego jak tylko mówić o nich wspaniałe rzeczy.

[...]


ML: Czy produkcja wielkich nagrań zmieniła się przez przez ostatnie 25 lat?

BR: Zabawną rzeczą jest to... Ostatnio zrobiłem nowy singiel Michael'a Buble'a. Przez ostatnie dziesięć lat miałem styczność zarówno z zespołami punkowymi jak i chrześcijańskimi. Pracowałem z Olivią Newton- John... W studio Little Mountain zrobiłem wszystko i to co zrozumiałem to to, że wszystko tak naprawdę sprowadza się do samych utworów i duszy słów. Dla mnie więc praca z Bublem czy z Metallicą to dokładnie to samo. To tylko różnice w dźwięku ale wszystko tak na prawdę kręci się tylko w okól utworów i to tego brakuje na St. Anger. Główny twórca kawałków zespołu był nieobecny. Uważam że należy zadać pytanie- czy będzie tam tym razem? I znając Jamesa Hetfielda- będzie! I to jest doskonały przykład ponieważ odnosi się do utworów. I czy to jest samo? Tak ponieważ wszystko sprowadza się do utworów. Czy ta piosenka mnie porusza? Czy wywiera na mnie jakiś wpływ? Do tego doszedłem jako producent. Chcę wyciągnąć esencję tego jak dobre jest to nagranie, jak dobry jest to kawałek. Jeżeli jest dobry to może to być zarówno Michael Buble albo Metallica. Chcesz po prostu wyciągnąć z tego najprostszą formę.


ML: Powinno brzmieć dobrze na gitarze akustycznej...

BR: To jest to i to właśnie najtrudniej osiągnąć. Kiedy robiłem Black Album było czterech gości którzy chcieli być największym zespołem na świecie. Mieli jedenaście czy dwanaście dobrych utworów. Brakowało tekstów, ale główne riffy i rdzeń utworów były na swoich miejscach. Mogłem to usłyszeć. Kiedy pracowaliśmy w New Jersey- przyszli z czternastoma gotowymi utworami i zrobiliśmy cały album w sześć tygodni ponieważ mieliśmy piosenki. Podobnie było z Aerosmith, Dr. Feelgood, z the Cult. Przy każdym wielkim albumie przy którym pracowałem, zespół był przygotowany i miał gotowe świetne kawałki zanim wszedł do studia.

 

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI