|
Wywiad z Robertem
04.10.2007
Wywiad z Robertem ze szwedzkiego magazynu "CloseUp",
przeprowadzony podczas ostatniego koncertu w Szwecji.
Tłumaczenie: Lead - serdecznie dziękuję.
C: Jakie będzie brzmiał nowy
album?
R: Styl nowego materiału jest totalnie oldschoolowy. Ma to dużo
wspólnego z naszymi zeszłorocznymi wykonaniami MOP na
koncertach. Była pewna rzecz którą Rick Rubin powiedział
Jamesowi i Larsowi: "Kiedy piszecie utwory, próbujcie myśleć tak
jak miało to miejsce w waszych głowach kiedy robiliście Master
Of Puppets. Mieliście takie samo nastawienie w procesie
twórczym."
C: Ale jakie jest jego
brzmienie?
R: Nie spodziewajcie się krótkich kawałków. Nie usłyszycie tam
niczego co ma 4 minuty. Jest tam wiele różnych brzmień i warstw.
Nam, pracującym nad tym albumem jest trudno go oceniać, mieć
szeroką perspektywę na to co robimy, ale znamy opinie ludzi z
zewnątrz, jak Scott Ian z Anthrax. Czekał na mnie i Kirka na
zewnątrz kiedy usłyszał jak pracujemy nad tym materiałem. Wtedy
powiedział: "Wow, jaki rif!!!! To będzie na nowym albumie?". Był
tym całkowicie podjarany.
C: Więc, ten riff znajdzie się
na tym albumie?
R: W zasadzie to nie pamiętam... (śmiech). Nie mogę sobie
przypomnieć co to za riff, z którego kawałka pochodził. Jest 14
utworów, jednak nie zamierzamy nagrać ich aż tylu więc jeszcze
nie wiemy. Są utwory o których możemy powiedzieć, że jesteśmy
pewni że to one stworzą ten album. Jest w nich wiele wspaniałych
riffów i groove'u, w niektórych momentach są strasznie
dynamiczne. Wydaje mi się że to będzie niepowtarzalny album.
Teraz w trasie dalej jesteśmy w trakcie pisania tych kawałków,
pewnego dnia James po prostu przyszedł ze wspaniałym riffem,
który dosłownie musiał znaleźć się na tym albumie, więc w ten
sposób utwory ciągle się zmieniają. Dzięki temu mam wiele
pomysłów co zrobić z basem. W tym wysiłku jest pewna kreatywna
magia.
C: Wielu ludzi chce wiedzieć czy
znajdzie się stary, wspaniały thrash metal na nowym albumie.
R: Tak! Mamy wiele różnych muzycznych inspiracji i jedną z nich
jest thrash. Dynamiczne elementy używane przez Metallicę w
latach 80. będą dostrzegalne również w nowych nagraniach. Jest
też coś świeżego w tej ciężkości, co jest tym "powergroovem"
Slayera z podpisem Metalliki. Materiał jest na prawdę ciężki,
nawet w tych lajtowych partiach, jest wiele potężnych melodii.
Również teksty są świetne, nie było mnie przy pisani St. Anger,
ale tam teksty pisali wszyscy, tutaj robi to tylko James. Teraz
utwory są bardziej osobiste dla Jamesa, w przeciwieństwie do
poprzedniego razu, co jest świetną rzeczą.
C: Czyli teraz jest filozofia
sprzed Boba Rocka.
R: Rick powiedział: "James, dlaczego kiedyś miałeś wyższą skalę
głosu? Czy dalej potrafisz tak zaśpiewać? Potrafisz tak
zaśpiewać ten utwór?" Dla mnie to jest fantastyczne i wiem, że
wielu ludzi będzie zaskoczonych kiedy usłyszą wokal na nowym
krążku. Kiedy kawałki są śpiewane o oktawę niżej jest Jamesowi
łatwiej, głos nie ma w sobie tej agresji i brzmi bardziej
bluesowo. Dobrze, że James dostał taką sugestię, to wyrzuca go z
komfortowej strefy w której przebywał przez ostatnie lata i jest
to pewne wyzwanie. Możesz poczuć to oldschoolowe uczucie w jego
głosie, tak jak było to dawniej.
C: Wielu fanów uważa że jego
głos obecnie nie jest zbyt dobry dzisiaj, nie jest bliski temu
co prezentował kiedyś, dyskutowaliście o tym z resztą zespołu?
R: Tak, i są powody dla których jego wokal się zmienia. Zmienia
się z wiekiem, ale James... W porządku, kiedy jesteś młody dużo
krzyczysz i masz to specyficzne nastawienie. To nastawienie jest
obecne również w nowych kawałkach, jest go więcej niż przez
ostatnie 20 lat. To jest rzecz którą zauważył Rubin i chce
żebyśmy nad tym pracowali, co da duży rezultat na nowym albumie.
Kolejną rzeczą o której nie zawsze ludzie myślą jest strojenie.
"Obniżacie o pól stopnia?", to nie powie ci zbyt wiele jeśli nie
grasz na instrumencie. James śpiewa teraz tak jak nie śpiewał
przez bardzo długi czas. Według mnie i reszty zespołu jest w tym
dużo więcej starego brzmienia niż tego z ostatnich albumów.
Wokal ma duży udział w tym w którą stronę podąża muzyka. Obecnie
wiele zespołów obniża brzmienie do D, tak jak Korn, albo obniża
strunę E do A. Wczesna Metallica nigdy tego nie robiła, to było
coś co ja nazywam A440, co jest standardowym strojeniem.
C: "Invisible Kid" na Angerze
był na prawdę nisko nastrojony.
R: Tak, na prawdę. Rick nie jest fanem niskiego strojenia. Ja
nie mam z tym problemów, Slayer również niektóre kawałki obniża,
a dalej brzmią brutalnie.
C: Jak było dołączyć do zespołu?
Myślisz że zasiliłeś Metallicę w odpowiednim momencie? Jeśli
nowy album spełni oczekiwania to będą okrzyki że "Rubin i
Trujillo uratowali Metallicę" które zastąpią płacz że "Bob Rock
zrujnował Metallicę".
R: Nie wydaje mi się żeby był lepszy moment żeby być w Metallice.
Jeśli byłoby to 10-15 lat temu jestem pewien, że trudno byłoby
dogadać się z Jamesem I Larsem. Nastawienie zespołu jest
pozytywne, kiedy przychodzę z jakąś sugestią, wysłuchują jej.
Jak wtedy kiedy powiedziałem, że fajnie byłoby zagrać Dyers Eve
na żywo. świetną rzeczą było to, że kiedy do nich dołączyłem
chcieli grać stary materiał, ale to nastawienie nie pojawiło się
przed koncertem w Filmore. Zawsze powtarzałem, że ten występ był
w 100% próbą. Nie gramy Dyers tego lata, ale przeszliśmy już
przez wszystkie utwory i mamy kilka na kolejną trasę, o których
wiemy że będą niespodzianką.
C: Na Live Earth zagraliście ze
Spinal Tap na basie, ty zagrałeś solo i James zapytał "Czemu nie
grasz czegoś takiego z nami?!" Czy możemy liczyć na to, że dasz
popis jak Cliff Burton w Orionie, Anasthesia, Bellz czy Jason w
My Firnd of Missery?
R: Nie wiem... Infectious Grooves był ciekawym eksperymentem w
którym cała muzyka była pisana na podstawie basu. Będą takie
momenty, jednak utwory dalej są budowane, więc nic nie jest
pewne. Kiedy gramy cały czas przychodzimy z nowym materiałem, "WOOOOOOW
to było świetne, wrzuć to tutaj" i tak dalej. Lars przychodzi z
nowymi beatami co zmienia brzmienie utworu i jego aranżację. Nie
wiadomo, jaki będzie ostateczny charakter albumu, może być na
nim więcej basu niż mniej.
C: Jakiś czas temu powiedziałeś,
że Kirk często był poza studiem z powodu swego syna. Jak
wpłynęło to na dynamikę pracy? Mówiłeś także o duszy pracy
pomiędzy Jamesem i Larsem.
R: Każdy, kto był z nami w czasie pracy opisałby to tak jak ja:
"Możesz wziąć groove Roberta Trujillo, partie basowe Jasona
Newsteda lub riffy Kirka Hammeta- i zapewniam że są na tym
albumie świetne riffy Kirka- ale jeśli sprowadzić to do podstaw,
była ta niesamowita współpraca między Jamesem a Larsem, ci dwaj
są niesamowicie skupieni na tworzeniu muzyki, ich burze mózgów
tworzą specjalną energię. To inspirujące widzieć ich jak
pracują, jak wszystko układają i analizują nawet najmniejszy
detal. Od perkusji po zmiany w brzmieniu gitar i tak dalej. Lars
jest na prawdę genialny w aranżacji utworów. Pewnego dnia
znajomy zapytał mnie co Lars robi poza bezustannym gadaniem.
(śmiech)
C: Co robi tą współpracę tak
specyficzną?
R: Wszyscy mamy riffy, które zaprezentowaliśmy. W rękach Jamesa,
który ma potężną prawą rękę i gra wszystko z pewnym
nastawieniem, dobry riff staje się doskonałym riffem. James jest
typem muzyka, który potrafi przenieść coś na wyższy poziom bez
wysiłku. Siłą Larsa jest to, że jako perkusista lubi próbować
nowy materiał, nie jest kimś, kto zadowala się zwykłym zestawem
perkusyjnym. On będzie się wysilał, czasami polewał sobie wodą
głowę. Może to być zestaw, który zajmie mu 3 godziny żeby go
ustawić, daje z siebie więcej niż przeciętny perkusista. James
grał trochę na perkusji, więc ma do tego dobre ucho, kiedy piszą
partie perkusji on może na to spojrzeć z punktu widzenia
perkusisty. Lars jest tym, który daje nam progresywne elementy.
"Zabierzmy stąd ten beat, ten zróbmy ciężej, a tamten szybciej",
lubi to robić, zwłaszcza w czasie nagrywania. |