Zamieszanie z
pierwszymi recenzjami
04.07.2008
Rzut oka
na zamieszanie z pierwszymi recenzjami nowego albumu
Metalliki z witryny
wired.com:
Agenci Metalliki zafundowali sobie kolejną internetowa klęskę, tym razem spowodowaną ich niedorzecznymi żądaniami, aby dziennikarze, którzy pojawili się na przesłuchaniu fragmentów nadchodzącego albumu Metalliki zdjęli z swoich stron publikacje recenzji z tego wydarzenia. Jedynym wydawnictwem, jakie odpowiedziało negatywnie na to żądanie było The Quietus, którego wydawca przez blisko tydzień czasu zwlekał z reakcja zanim nie uległ w obawie o ewentualne, przyszłe konsekwencje, dla swojego dziennikarza. W następstwie wydarzeń, zespół osobiście wypowiedział się na temat zakazanych recenzji i odwołał decyzje swoich menadżerów.

Rozmawialiśmy z wydawca The
Quietus - John Doran-em aby uzyskać jakieś bliższe
szczegóły na temat tego co rzeczywiście się
wydarzyło. Wersja skrócona jest taka: Podczas gdy
cała metalowa scena zmienia się i ewoluuje,
niektórzy amerykańscy producenci muzyki heavy
metalowej wydaja się na siłę iść wszystkiemu pod
prąd. Sama Metallica jest niezadowolona z minionych
wydarzeń jak mało kto (aktualnie strona internetowa
zespołu zawiera odnośniki do wcześniej niewygodnych
recenzji).
Doran (przebywając w Londynie) wyjaśnił sytuacje dla
Listening Post, podczas rozmowy telefonicznej. Po
pierwsze zapytałem go czy coś takiego zdarzyło mu
się kiedykolwiek wcześniej.
"Nie chciałbym nazwać tego syndromem amerykańskim,
ale zdecydowanie odnoszę tego typu wrażenie, gdy
porównam małe, niezależne zespoły lub zespoły
rockowe z Anglii, z którymi miałem doczynienia z
zespołami, nie zawsze amerykańskimi, ale takimi,
które są znacznie popularniejsze w stanach niż tutaj
w Europie, jak Judas Priest lub Metallica. Wydaje mi
się, że agencje PR (public relations - do spraw
kontaktu z prasa - przyp. Tłum.), które ich
reprezentują, próbują zachowywać się jak maczo, co
mi osobiście wydaje się nudne. Takie zachowanie nie
pomaga nikomu, ani zespołom, ani już na pewno,
prasie.
Pewnego razu miałem się udać do ameryki, żeby
przeprowadzić wywiad z Judas Priest dla Metal
Hammera, ale mój samolot został wstrzymany z powodu
zagrożenia atakiem bombowym. Nie mogłem, więc dostać
się na miejsce w umówionym czasie. W założeniach,
miałem polecieć do Stanów i w hotelu w którym
przebywał zespół, wynająć pokój sąsiadujący z
pokojem Roba Halforda, a stamtąd przeprowadzić z nim
wywiad, przez telefon. Zadzwoniłem wiec do nich i
powiedziałem: 'Słuchajcie, mój samolot jest
uziemiony, może po prostu zamiast lecieć tam,
porozmawiam z wokalista Judas Priest przez telefon
stad?' Kobieta, która zajmowała się tą sprawą
wściekła się i żądała od gazety żeby mnie wylano z
pracy. To było jak konkurs w mierzenie sobie fiutów.
Przecież nie było żadnego konkretnego powodu żebym
tam leciał na telefoniczną rozmowę z sąsiednim
pokojem hotelowym.
Uważam, że to bardzo smutne, ponieważ obecnie, gdy
szeregi fanów muzyki niezależnej i hip-hopu oddają
palmę pierwszeństwa innym, metal właśnie na tym
poziomie się rozwija. Jeśli chcesz zobaczyć
najbardziej otwarta myślowo, zintegrowaną i
tolerancyjną publiczność na świecie to idź na
metalowy koncert, szczególnie tu, w Anglii. Spotkasz
znacznie bardziej otwarty i zróżnicowany tłum niż na
koncertach muzyki niezależnej. Czasami wydaje mi
się, ze niektórzy ludzie z działki PR po prostu za
tym nie nadążają. Wciąż są ludzie, którzy zachowują
się jak Peter Grant (menadżer) Led Zeppelin czy jemu
podobni. Jest po prostu za dużo maczo-wania w tym
wszystkim, jeśli wiesz, o co mi chodzi?"

Wiedziałem.
Potem zapytałem Dorana, kto w takim razie ponosi
odpowiedzialność za tą aferę z przedwczesnymi
recenzjami? Co za mózgowiec, najpierw zaprasza
dziennikarzy na odsłuch nadchodzącego albumu
Metalliki, a potem jest zszokowany, kiedy oni o tym
piszą?
"To nie ludzie z angielskiego PR spowodowali ten
zamęt. To była agencja Metalliki, czym byłem
szczerze zaskoczony. Zresztą spodziewałem się, że to
będzie jakiś pierdzielony koleś, który zeżre mnie na
śniadanie jak kawałek surowego mięsa, wydyma i
podetrze sobie mną tyłek. Tymczasem zadzwonił do
mnie menadżer Metalliki - Cliff Burnstain i zachował
się naprawdę w porządku, po dżentelmeńsku."
Najwidoczniej Metallica nic nie wiedziała o
zamieszaniu z odsłuchem ich nowej płyty i jej
recenzjach, które kazano usunąć.
"Metallica powiedziała: 'Byliśmy w trasie
ostatnio i wkurzyliśmy się po powrocie słysząc, co
się wydarzyło, ponieważ to przedstawia nas w bardzo
złym świetle'. Zaraz jak to powiedzieli, zaczęły
przychodzić do nas maile od fanów broniące strony
zespołu."

Wtedy do Doraian dotarła myśl, że może dobrym
pomysłem dla zespołu było by udzielenie wywiadu jego
serwisowi internetowemu, w odróżnieniu od wielkich,
popularnych magazynów muzycznych, tak że fani
zrozumieli by, że Metallica nie boi się już
Internetu. Spytałem, zatem Dorana czy na pewno nie
jest to wina zespołu? W końcu sami są odpowiedzialni
za ich sprawy i sprawy związane z reprezentowaniem
ich publicznie.
"Wygląda na to, że koleś z Q-Prime, który pojawił
się tu w UK, zbyt wiele rzeczy wziął za oczywiste.
Wydaje mi się całkiem prawdopodobne, że całe to
przesłuchanie było tylko po to by sprawdzić, kto
zamierza dać im pozytywne recenzje i co o tym sądzi.
Problem tylko w tym, że ten koleś w ogóle nie
powiedział 'Tylko nie wolno wam o tym pisać'".
Doran
wspomniał także, iż gdy ludzie z Meatalliki
zadzwonili do niego każąc mu zdjąć recenzje nowego
albumu, on odmówił, gdyż nie miał nic do stracenia.
Jako admin blogu internetowego mogę powiedzieć, że
Metal Hammer, Kerrang i Rock Sound mieli naprawdę
interes w tym by zdjąć te artykuły tak szybko jak
tylko ich o to poproszono. Ja jestem w innej
sytuacji, bo nie było żadnej możliwości, że w zamian
za to Metallica udzieli mi wywiadu. Więc kiedy do
mnie zadzwonili: "Musisz usunąć ten artykuł z
swoich stron", odparłem, "pokażcie mi jakąś
umowę, w której zgodziłem się nie ujawniać tego
materiału, a wtedy usunę artykuł".
"Rzekomo ta sama firma PR reprezentuje Fightstar
- tak jak by mnie to w ogóle obchodziło.
Powiedziałem im: 'I tak nie dacie mi dostępu do
Metalliki, a mnie nie interesuje żaden inny zespół,
który ma z wami umowę, więc (tak między nami)
szczerze mówiąc, mam to gdzieś'. Wtedy zaczęli
wydzwaniać do wszystkich tych dziennikarzy, którzy
byli na przesłuchaniu i starali się dowiedzieć, kim
u licha jest koleś, który im odmówił."

Ostatecznie Doran zdecydował się zdjąć ową recenzję
w trosce o swoich dziennikarzy, którzy mogli stracić
możliwość kontaktu z Metalliką w przyszłości nawet
pracując dla innych wydawców.
"Gdy tylko moi dziennikarze są zagrożeni, moim
obowiązkiem jest stanąć po ich stronie. Zdecydowanie
nie usunę tego artykułu dlatego, że zespół mnie o to
poprosił. Myślę jednak, że w całej tej sprawie,
Metallika pokazała się ze znacznie lepszej strony
niż podczas afery z Napsterem".
Źródło: overkill.pl
