Na planie
teledysku
do "The Day That
Never Comes"
03.08.2008
Todd Brown z MTV tak opisał swoją
obecność na planie kręconego właśnie teledysku do "The
Day That Never Comes":

Wczorajszego popołudnia jechałem przez godzinę na
pustynię na północ od Los Angeles, by dotrzeć na
miejsce, gdzie Metallica kręciła teledysk do "The
Day That Never Comes". Okolica została
zaaranżowana tak, by wyglądała jak żywcem wyjęta ze
Środkowego Wschodu. Kiedy przyjechaliśmy, ekipa
kręciła scenę z amerykańskim Marine negocjującym
właśnie z miejscowym mężczyzną, jego żoną w
tradycyjnym stroju przy zepsutym wozie Yugo.

Był to pierwszy z dwóch dni epickiej sesji
zdjęciowej. Według Hetfielda, główne motywy to
człowieczeństwo i przebaczenie. Z tego, co widziałem
wygląda to raczej na krótki film niż teledysk, który
z pewnością trzyma rękę na pulsie, jeśli chodzi o
sytuację na świecie. Jednak James i Lars zapewniali,
że nie jest to polityczna deklaracja na temat wojny,
ale raczej próba zebrania ludzi o różnych poglądach
i skupienie się na problemie człowieczeństwa. Pomimo
tego, w teledysku nie brakuje akcji, żołnierzy,
eksplozji, rannych ludzi i helikoptera.

Czytanie scenopisu przypomniało mi trochę o
pierwszym teledysku Metalliki - "One". Po
obejrzeniu części zdjęć, dostaliśmy szansę
porozmawiania z zespołem. Właśnie przylecieli z San
Francisco i byli trochę spóźnieni z powodu pomyłki
kierowcy.

Rozmawialiśmy o pracy z Rickiem Rubinem, nowym
brzmieniu, nadchodzącej grze video, dwudziestej
rocznicy "...And Justuce For All", nagrywaniu
i koncertowaniu z "nowym" basistą, Robertem Trujillo
i o wielu, wielu innych sprawach. O Robercie mówili
w samych superlatywach. James Hetfield posunął się
nawet do stwierdzenia, iż "Rob udzielał się
podczas prac nad albumem bardziej niż Jason [Newsted]
przez 15 lat".
Po 40-minutowym wywiadzie, Lars założył swoje
spodenki i buty do biegania, by rozgrzać się przed
pójściem na plan zdjęciowy. Kiedy udawałem się już
do samochodu, Lars przebiegał właśnie obok, więc
zdecydowałem się dołączyć do niego na chwilę. Jest
jednak w znacznie lepszej kondycji ode mnie, więc po
kilku minutach oddalił się, zostawiając mnie w
tumanach kurzu.
