James dla Radio
Eins
26.08.2008
Wczorajszy
wywiad z Jamesem przeprowadzony przez Anje Caspary w
niemieckim Radio Eins.
Anja
Caspara: Witaj James! Jak się masz?
James: Eeexit light! Teraz lepiej, bardzo dobrze.
Anja: Wszyscy wypatrują
12 września oraz waszego nowego wydawnictwa- Death
Magnetic. Tego samego dnia gracie również koncert w
Berlinie w O2 World. Słyszałam, że dochód z koncertu
zostanie przeznaczony na coś bardzo szczególnego.
Podobno ma być to urządzenie do resuscytacji
krążeniowo-oddechowej dla chorych dzieci.
James: Świetnie, wspaniale! Będą tego potrzebować po
naszym występie! [śmiech] Mi może też się przyda
[śmiech]
Anja: Wygląda na to, że
dobro dzieci jest dla ciebie bardzo ważne.
James: Tak. Myślę, że większość z nas zaczynała od
bycia dzieckiem [śmiech], nawet ja. Sam również mam
swoje dzieci w wieku sześciu, ośmiu oraz dziesięciu
lat i stało się to nowym, ważnym rozdziałem mojego
życia. Upewnianie się, że dostają najlepsze, co mogą
dostać i walczą z tym, z czym muszą się w życiu
zmierzyć. Więc tak, dzieci są bardzo ważne.
Anja: Wasza czwórka, w
Metallice, ile macie dzieci między sobą?
James: Masz na myśli... "między sobą"...? [śmiech]
Bywało, że spaliśmy ze sobą, ale nie dorobiliśmy się
potomstwa. [śmiech]
Anja: Chodziło mi o to
ile razem macie dzieci w zespole.
James: Ja mam troje, Robert ma dwójkę, Kirk ma
dwójkę, Lars ma troje, czyli jest ich dziesięć.
Jednego nam brakuje do stworzenia drużyny
piłkarskiej [śmiech]
Anja: Więc jak dziś wygląda
wasza rywalizacja? Kto zagra lepsze melodie czy może
kto jest lepszym tatusiem?
James: [śmiech] To właściwie nie jest tak dalekie od
prawdy. Wszyscy rzucamy sobie wyzwania jako muzycy,
prześcigamy się w zdolności bycia lepszą osobą i
pokazywaniu tej osoby naszym dzieciom. Więc istnieje
między nami pewna rywalizacja i myślę, że jest to
bardzo zdrowa rywalizacja. Sprawia, że ciągle dążymy
do następnego poziomu, ciągłego uczenia się i
kroczenia w górę.
Anja: Myślę, że
wszyscy, a szczególnie ci, którzy widzieli dokument
Some Kind Of Monster są ciekawi jak udało wam się
stworzyć nowe nagranie Metalliki. Mogli pomyśleć
"jak oni mogli ze sobą współpracować, jak mogli znów
lubić siebie nawzajem?".
James: Film Some Kind Of Monster był zdumiewającym
lustrem. Wierzę, że to był dar, który dostaliśmy. Ta
destrukcja zespołu, popadanie w depresję człowieka
przed kamerami... Nie da się tego wyreżyserować. Gdy
czuję się okropnie, to nie mogę krzyknąć "Hej!
Chodźcie mnie sfilmować!". To jedna z tych rzeczy,
która znalazła się tam z jakiegoś powodu. Kręciliśmy
tworzenie nowego nagrania i nagle to wszystko
zaczęło się dziać. Przerodziło się to w jakiś
większy dar. Tak, na pewno poprzez całą tą ciężką
pracę, więzy wewnątrz zespołu, przeprawę przez naszą
przeszłość, ego i inne tego typu sprawy, bardzo
ważne było by dorosnąć jako zespół i jako ludzie.
Myślę, że jednym z największych "zabójców zespołów"
jest ego i nie dawanie sobie rady z ludźmi. My to
przeżyliśmy. To nie znaczy, że nie może się to
powtórzyć [śmiech], ale my mamy sposób by sobie z
tym radzić. Death Magnetic to owoc całej tej pracy,
którą zrobiliśmy na St. Anger.
Anja: Czy Lars wybaczył sobie to, że nakrzyczał ci
prosto w twarz? Byłam tą sceną wstrząśnięta...
James: [śmiech] To jest jedna z tych scen, na które
mi również trudno patrzeć. Nie wiem czy sobie
wybaczył. Myślę, że to musiało się wydarzyć. Wiesz,
w filmie jestem jakby zidentyfikowanym pacjentem i
idąc przez ten film, zaczynasz dostrzegać charaktery
(osobowości) pozostałych i widzisz ile pracy jeszcze
przed nimi. Sądzę, że było to wspaniałym
"zwierciadłem" dla nas. Naturalnie zamieniłem słówko
z Larsem na temat tego zdarzenia: "Tak, możesz
zrobić to jeden raz. Teraz już wykorzystałeś swój
bilecik." [śmiech]
Anja: Sądzę, że na
tobie jako wokaliście i "tekściarzowi" zespołu
skupia się największa uwaga, ale pewnie jesteś też
pod największą presją. Zastanawiam się nad Death
Magnetic, czy pozostali członkowie zespołu brali
udział w pisaniu tekstów.
James: Tym razem pozostali nie brali udziału w
pisaniu tekstów. Wyrzuciłem ich z mojej jaskini,
muszę powrócić do mojej "ciemnej dziury" [śmiech],
by napisać jakieś teksty. Czuję się z tym bardzo
dobrze. St. Anger na pewno był dla nas czymś co
pomogło nam otworzyć się przed sobą nawzajem,
pozwoliło wpuścić innych na nasze terytorium i
zobaczyć jak to jest. Każdy miał swój wkład w
tekstach. To było dobre doświadczenie. Wyszło z tego
dużo dobrego, ale naprawdę czułem potrzebę śpiewania
właśnie tego, co wychodziło ze mnie. Wydaje mi się,
że lepiej jest gdy śpiewam to co ja napiszę.
Anja: Też mi się tak wydaje.
