Metallica w
The New York Times
01.09.2008
Poniżej prezentujemy artykuł,
jaki końcem ubiegłego tygodnia pojawił się na łamach
The New York Times’a.

James
Hetfield, wokalista i gitarzysta Metalliki, jako
pierwszy zameldował się do pracy rozpoczynając
głośną rozgrzewkę głosu. Lars Ulrich, uprzejmy
perkusista grupy, podążył za przykładem Jamesa.
Potem przyszli długowłosi surferzy kapeli –
gitarzysta prowadzący Kirk Hammett i basista Robert
Trujillo, najnowszy członek zespołu, o twardej
osobowości i delikatnych manierach.
Znajdowali się w strzeżonym osobnym pomieszczeniu
stadionu Cotroceni, kilkaset stóp pod trybunami.
(Stadion zazwyczaj służy drużynie piłkarskiej FC
Progresul Bucuresti.) Niskosklepieniowy pokój został
przerobiony tak, aby mógł funkcjonować jako pokój do
ćwiczeń. Była tam zielona perkusja z dwoma
centralami, stojaki z gitarami i basami i zestaw Pro
Tools służący do elektronicznego nagrywania. Zespół
potrzebował swoich 20 minut na rozgrzewkę – wszyscy
członkowie kapeli są już po 40stce. W ostatnich 4
latach, zespół także potrzebował czasu na napisania
nowego materiału, włączając w to sporo
niespodziewaności, żywiołowego „Death Magnetic”.
Fotograf poprosił członków zespołu by stanęli razem.
„Znowu?” wymamrotał Hetfield. „Zrobiliśmy
to w 84” . Biurowy humor: nikt się nie zaśmiał.
Gitarzyści zaczęli grać splatające się riffy i po 10
minutach przeszli do „Creeping Death” z 1984go,
kawałka który będzie otwierał koncert. To
wczesnogotycka Metallica: kawałek nacechowany
negatywnie, napisany z perspektywy dziesiątej plagi
nawiedzającej Egipt.
„Żadnego nowego utworu” , powiedział Ulrich
uprzejmie, podczas gdy asystent owijał taśmę na jego
palcach. „Mówiąc szczerze, skończyły nam się new
songi” . Koncert i tak byłby tym czego oczekują
fani: muzyka nagrana pomiędzy rokie 1983 („Kill’em
All”, pierwszy abum Metalliki) i 1991 („Metallica”,
znany również jako „Black Album”) ale nic z drugiej
połowy kariery zespołu. Były płomienie i
pirotechnika: ludzie śpiewali i energicznie machali
głowami podczas gdy deszcz padał. „Macie zamiar
śpiewać tak głośno jak tylko potraficie?!” Potem
Hetfield ryknął „Seek and Destroy!”, ostatni bis.
„Postarajcie się by Metallica była dumna z
Bukaresztu?” .
Metallica wkrótce zmierzy się z teraźniejszością,
kiedy wypuści „Death Magnetic” 12stego września.
Album wyprodukowany przez Ricka Rubina jest znacznie
lepszy niż wszystko co grupa nagrała w ostatnich
12stu latach: brzmi tak jakby zespół wybudził się z
oszołomienia. Ale może on („Death Magnetic”) być
również odebrany jako regres, wywołany poprzez
brzmienie zespołu z późnych lat 80siątych.
Wtedy muzyka Metalliki była potężna, szalona, sroga,
„głośno zdobiona”: Teksty Hetfielda fantazyjnie
traktujące o śmierci, piosenki wewnątrz piosenek,
solówki o wysokich tonach. Lecz to nie zostało na
zawsze w takiej formie. Praktycznie od początku
postęp równał się z integralnością, był artykułem
wiary dla zespołu. Każda z ewolucji zdawała się
wyzywać wartości kultu ortodoksyjnego metalu,
szybkość i moc i opór przed emocjami.
Zmiany następowały po sobie: ballady, sekcja
akustycznych gitar, wyzbywanie się solówek
gitarowych, ścięcie włosów. W końcu grupa
zaangażowała „trenera” – terapeutę, który odegrał
główną rolę w „Metallica: Some Kind Of Monster”,
filmie dokumentalny z 2004 roku o niedoszłym
rozpadzie zespołu i jego odnowie. Rubin widział ten
film i pomyślał że jest „brutalny”. ”To było to
co najgorsze w grupie” – powiedział, „zarówno
artystycznie jak i pod względem osobowościowym.
Musieli spróbować wymazać wiele lat myślenia o
zmienieniu stylu ich brzmienia albo o ciągłym
ewoluowaniu. Jeśli twoje priorytety po 20 latach są
ciągle zmieniane, zmieniane i zmieniane wtedy
pozbywanie się tych uprzedzeń samo w sobie jest
nowym pomysłem” . Jak wytłumaczył to Ulrich:
„Rick wepchnął tę mantrę do naszych głów, a brzmiała
ona: nie bójcie się własnej przeszłości. Nie musicie
tego kopiować, ale inspirowanie się tym jest ok.”.
Więc o czym jest nowy album? Innowacyjna fatyga?
Nostalgia? Albo czy może on ucieleśniać jakości,
która zazwyczaj nie jest ucieleśniana z metalem,
albo prawdopodobnie powinien być: oczyszczeniem?
Praktycznie każdego lata Metallica występuje w
Europie. W lipcu grupa dawała występy w różnych
miastach, włączając w to Sankt Petersburg, Łotewską
Ryge i Bułgarską Sofie, przyciągając od 19,000 do
50,000 ludzi na koncert. Występ w Bukareszcie dał
liczbę 23,000 sprzedanych biletów. Kraje
wschodnioeuropejskie kochają ich metal i ludność
Rumuni zdaje się częściowo dopasowywać do tego.
Mówią z negatywnym nastawieniem – z jakością „Creeping
Death” – o korupcji rządu w Bukareszcie. Miasto jest
chore pod względem swej budowy: z jednej strony
widzimy elegancką 19stowieczną europejską stolicę, z
drugiej miasto, które komunistyczny rząd pozostawił
nudne, posępne z widocznymi zewsząd rozpadającymi
się pudłami. Transylwania jest stąd oddalona o parę
godzin drogi na północny-zachód. Podczas występu
Hammett grał na gitarze noszącej wizerunek Bela
Lugosi [http://pl.wikipedia.org/wiki/Bela_Lugosi]
jako Hrabiego Drakuli.
Przed „Black Albumem”, który sprzedał się w ilości
15 milionów kopii w Stanach Zjednoczonych i pchnął
zespół w kierunku „instytucyjnej” akceptacji,
Metallica była średnich rozmiarów światowym sukcesem
i rodzajem subkultury. Członkowstwo w tej
subktulturze było czymś na co trzeba było
zapracować. Lecz jeśli podmiejscy amerykańscy
nastolatkowie nie mogli początkowo znaleźć Metalliki
w radio albo w sieci sklepów muzycznych to ich
dalecy odpowiednicy, np. ci w Bukareszcie, mieli to
utrudnione jeszcze bardziej. Przed koncertem
zapytałem gościa będącego po 30stce, członka
MetClubu, międzynarodowej organizacji zrzeszającej
fanów Metalliki, jak trudno było znaleźć płyty
Metallikiw latach 80siątych podczas dyktatury
Nicolae Ceausescu [http://pl.wikipedia.org/wiki/Nicolae_Ceausescu]
. „To było niemożliwe” , odpowiedział.
„Ktoś mógł postarać się przemycić jedną kopię, ale
nie znałeś tej osoby osobiście. Wypytywałeś się
ludzi i wtedy ktoś dawał Ci kasetę: kopie
sporządzona z kopii kolejnej kopii” Człowiek,
który to powiedział jest tutaj dzisiaj, 20 lat
później. To jest miłość!
Lecz nienawiść jest także znakiem w metalu i
Metallica również bywa nienawidzona. Każdego roku
miliony ludzi wybierają się na koncerty Metalliki. I
nawet do tej pory spora porcja ludzi dyskutuje o
formie zespołu. Niektórzy wierzą, że Metallica nie
była już tak dobra po upadku dyktatury Ceausescu.
Taka logika skraca najlepsze lata Metalliki do
powstania „Master of Puppets” w roku 1986. To był
ostatni album Metalliki z pierwszym basistą zespołu,
Cliffem Burtonem, który zginął tragicznie w wypadku
autobusu, podczas gdy Metallica odbywała trasę
koncertową po Szwecji. Niektórzy mówią, że po „Black
Albumie” wcale nie było lepiej, gdy muzyka Metalliki
nadęła się w rodzaj pluszowej ciemności przez
krótsze piosenki i większą dozę melodyjności.
Kolejna frakcja twierdzi nie sytuacja nie polepszyła
się po albumach „Load” (1996) i „Reload” (1997),
które jeszcze bardziej oddaliły Metallikę od podstaw
metalowej tożsamości, rezygnując z Hammettowskich
charakterystycznych zadziornych solówek na rzecz
wolnych i prostych riffów.
Następnie w 2003 powstał „St. Anger”: zdawał się
zmieszać wszystkich. Drugi basista Metalliki, Jason
Newsted odszedł i album promieniował niepokojem i
trwogą. Utwory na tej płycie były głośne i
pozbawione solówek, z dźwiękiem perkusji
przypominającej metalowy kosz na śmieci i tekstami
zdającymi się być rodzajem wyznania składanego przez
wszystkich członków zespołu, niż tylko przez samego
Hetfielda. Mimo to album sprzedał się w ilości
bliskiej 2 milionów kopii.
Wreszcie w 2004 roku pojawił się film „Some Kind of
Monster”, który z detalami ukazał niedolę zespołu:
odejście Newsteda: 10miesięczną przerwę Hetfielda
związana z pobytem na odwyku, nie tylko po to by
leczyć alkoholizm, ale również jego gniew i
wściekłość, które prowadziły do nicości:
zatrudnienie terapeuty i samo powstawanie „St. Anger”.
Dokument ukazał członków zespołu zachowujących się
wyniośle jak lordowie jak i również zachowujących
się jak dzieci. Hetfield i Ulrich mają zupełnie
różne osobowości: jeden, powściągliwy
tradycjonalista, syn kierowcy ciężarówki (Hetfield),
drugi wyjątkowo wybuchowy, syn duńskiego tenisisty i
krytyka jazzowego (Ulrich). Przez czas trwania filmu
Hammett wysłuchuje ich ciągłych sprzeczek z
widocznym dyskomfortem, odnosząc się do swej
rozwagi. Film miał szczęśliwe zakończenie. Zespół
ostygł, odskoczył od przeszłych wydarzeń i przeszedł
do trasy koncertowej z nowym basistą, Robem
Trujillo, człowiekiem o spokojnym temperamencie i
potężnym muzyku. Mimo to film pozostawił widzom
pytanie, czy Metallica nieodwracalnie upadła, czy
może odzyskali do pewnego stopnia stabilność,
niskostopniowa irytacja była motorem napędowym dla
tych pytań. Zastanawiająco członkowie kapeli nie
zdystansowali samych siebie w stosunku do tego
filmu. Opowiadając na pytania o ich historie,
odnoszą się do niego prawie tak jakby był albumem.
Członkowie grupy znali Rubina od późnych lat
80siątych, kiedy to wyprodukował „Reign in Blood”, 3
album Slayera, jednego z wcześniejszych
thrash-metalowych konkurentów Metalliki. Od tamtej
pory wyprodukował wiele płyt będących kamieniami
milowymi w muzyce metalowej, hip-hopie, country i
popie. Był producentem płyt takich artystów jak
Public Enemy, Johnny Cash i Red Hot Chili Peppers.
Przy okazji swojego pierwszego spotkania z Metallicą,
2 lata temu, Rubin dał zespołowi pisemne
oświadczenie. „Poprosiłem ich by wyobrazili sobie
siebie nie jako Metallikę” - powiedział Rubin.
„Powiedziałem im, wyobraźcie sobie, że miała
miejsce batalia kapel i nikt nie wiedział kim oni
są, nie mogli polegać na żadnym ze swoich hitów, co
nie mogło im pomóc w wybiciu się. Jak by to
brzmiało?”
Hetfield próbując się cofnąć się do czasów gdy to
było „miłe i całkowicie niemożliwe do
zrealizowania” . „Wiemy zbyt wiele” –
kontynuował. „Nie możesz na nowo stać się
dziewicą, ale rozumiem co Rubin miał na myśli.”
W każdym razie grupa przygotowywała się do wykonania
„Master of Puppets” od początku do końca, na 20stą
rocznicę wydania albumu. Metallica była gotowa do
ponownego zwiedzenia obszarów ich głów związanych z
rokiem 1986. Członkowie zespołu zaczęli rozwijać
nowe riffy podczas trasy grając w swoich
prowizorycznych pokojach sesyjnych, wszystko było
cyfrowo nagrywane, Hetfield powiedział, że najlepsze
pomysły przychodzą po 30 sekundach od włączenia
wzmacniacza.
Po kilku letnich trasach koncertowych, było już 60
godzin nagranych riffów, z których można było coś
wybrać. Wszyscy członkowie kapeli dzielili kredyt na
pisanie utworów. „To było bardzo współtwórcze”
powiedział Trujillo. „Nikt nie był samolubny.
To było jak uczęszczanie do najlepszej szkoły
muzycznej, jaką można sobie wymarzyć”. Riffy
zostały połączone w utwory, złożenia całej
zespołowej nauki. (Hammett powiedział, że myślał o
tym jak o „odnawianiu własności” poprzez dawny
słowniczek Metalliki). Odzyskali thrashowe tempo i
solówki gitarowe, zarówno w starym stylu Hammetta
jak i nowszych dźwiękach bluesa aż po kaczkę. Ta
niedawna Metallica nie została zupełnie wymazana:
tąpnięcia średniego tempa tu i tam jako części
łączące.
Kompozycje są groźne i złożone, z podwójnymi i
połowicznymi zmianami tempa, bliźniaczymi i
harmonicznymi solami gitarowymi i kilkoma
przeciągłymi melodiami, przynoszącymi na myśli „Black
Album”. W „The Day That Never Comes”, „All Nightmare
Long”, „My Apocalypse” i innymi numerami, o których
pomyślisz, kawałki osiągnęły swój punkt szczytowy
lub też finalny koniec, gdy nagłe wow!: Otwierają
się nowe drzwi, nowa wież zaczyna się wznosić.
Hetfield podpięty do Lovecrafowskiej fikcji [http://pl.wikipedia.org/wiki/Lovecraft],
którą Cliff Burton dzielił się z zespołem. Podjął
wyzwanie przeszłości polegające na śpiewaniu wyżej:
Rubin poprosił ich o grę w standardowej tonacji
zamiast o grę na gitarach o tonacją obniżoną o pół
tonu, tak jak to robili od roku 1992.
Hammett przygotowywał długość swoich solówek,
spędzając miesiące wymyślając pomysły na bazie
rockowych i jazzowych gitarzystów takich jak Pat
Martino, Sonny Sharrock, Michael Schenker, Eddie Van
Halen i Jimi Hendrix. Potem w studio wstrzelił z tym
szybciej niż zwykle. (W 3/4 oparł swe sola na „Death
Magnetic” na improwizowaniu). „Jak większość
muzyków ze swoją grą wiążę lekko niepewność”
powiedział. „Ręce mi odpadły. Potem posłuchałem
nagrania i powiedziałem: ‘Jak to zrobiłem i co ja
zrobiłem?’” .
Na „Some Kind Of Monster” Hetfield dopiero wrócił z
odwyku, otwarcie martwił się o to, że będzie pisał
piosenki traktujące wyłącznie o odnowie, zdrowieniu.
Tutaj napisał np: „Broken, Beat & Scarred”, które
wzywa do „pokazania swoich blizn”. Co do całej
reszty albumu to Hetfieldowskie nakręcenie się na
tematy związane ze śmiercią powróciły, „Cyanide”
– „Suicide|I’ve already died|You’re just the funeral
I’ve been waiting for|Cyanide|Living dead
inside|Brak this empty shell forevermore.”
Przed koncertem w Bukareszcie, zapytałem Hetfielda
czy trudno było stać się znowu osobą którą był
kiedyś, będąc ostatnio odnowionym. „Jasne” -
powiedział. „Powiedziałbym, że to była inna
osoba. Teraz wiem więcej” . Zamarł, po czym
wziął głęboki oddech i kontynuował. Hetfiled pozwala
Ci doświadczać wszystkiego podwójnie: jęczy, męczy
się po czym „wypluwa” odpowiedź, następnie rozjaśnia
to co powiedział. „Ale na tym albumie musiałem znowu
przejąć panowanie i na nowo stać się ciężkim i
strasznym” . Podniósł brew. „Nie muszę bać się
gniewu, złości. Myślę, że dużo łatwiej jest mi teraz
uzyskać dostęp do tego wszystkiego. Wiem jak daleko
chce z tym zajść, przebrnąłem już daleko i nadal
jest ok. Mam podwójne życie. Jest osoba, którą
ukrywam i osoba, którą pokazuję” . Wzniósł ręce.
„Ja jestem tym, który zabawia publikę!”
wrzasnął. „Jestem władcą sceny! Kiedy to jest
skończone, idę posiedzieć sobie sam ze sobą. Wiec
jestem i jednym i drugim. Czy to jest ten gość,
którym chcę być, czy może to jest tamten gość którym
chcę być? Prawdopodobnie to żaden z nich.”
Wyszczerzył zęby w wilczy sposób [porównania facet,
który jest autorem tego tekstu są iście poetyckie
;], przyp. j ]. „Ale życie pomiędzy tymi dwoma
facetami wydaje się okropne.”
Album opiera się na fakcie, że ci muzycy dojrzali i
mogą poprzez muzykę dowieść, że to jest bardziej
złożone i skomplikowane niż to, czym byli wcześniej.
To jest nadal ich. W tym galopującym, barokowym,
dawnym stylu, wydaje się, że idą naprzód ale nie
walczą z niczym. To jest tak jak ze starymi muzykami
jazzowymi, którzy zrozumieli, że nie ma sensu
odkrywać nowych języków: subtelność i łaska
odmiennych stylów w wystarczający sposób stanowi
język. Tak jak powiedział Hetfield, Metallica teraz
wie więcej. „Jest dużo mniej spokoju związanego z
naszym graniem” – powiedział Hetfield. „Nie
jesteśmy aż tak bardzo skupieni na tym czy potrafimy
coś zagrać, czy też nie. Jesteśmy lepsi.”
