19.09.2008
Poniżej
opublikowany wywiad, otwiera serię rozmów,
przeprowadzonych przez prestiżowy magazyn Rolling
Stone ze wszystkimi czterema muzykami Metalliki.
Kolejny dowód na to, że wywiady powinni
przeprowadzać profesjonaliści. Rozmowa jest jednym z
najciekawszych i najpiękniejszych materiałów
publikowanych w ostatnim czasie. Wiele szczerych
słów i emocji. Przed państwem nie kto inny jak James
Hetfield.
Całe swoje
dorosłe życie grasz w Metallice. Czy czułeś się tym
kiedykolwiek skrępowany?
Czasami zdarzało mi się doprowadzić do stanu, kiedy
się tak czułem: ‘Mam dosyć kłótni. Nie mam zamiaru
kłócić się o głupoty przez następne pięć godzin,
wygrałeś... To zespół Larsa, gdy będę już sobą, będę
tworzył solowy projekt’. To było po prostu
niedorzeczne. Każda kapela, której muzycy skupili
się na projektach pobocznych, nie jest już w kręgu
moich zainteresowań.
Reguły
życia w Metallice są bardzo surowe. To jak
dołączenie do armii.
Metal Militia koleś! Wszyscy odkryliśmy wolność
poprzez uporządkowanie. A przynajmniej moje życie
musi być podporządkowane. Lars odkrył to w dużym
stopniu. Możecie patrzeć na Jasona Newsteda jak na
ofiarnego baranka. Nie chciałem, aby partycypował w
12 pobocznych projektach: ‘grasz w Metallice!’. Ale
w zespole, gdy Jason odchodził, był ogromny rozłam,
byliśmy tak bardzo oddaleni od siebie. W tej chwili
Metallica to nas czterech. To nasz projekt solowy.
To nasz najlepszy sposób na przekazanie emocji i
kontakt z ludźmi.
Czy na
samych początkach był w zespole lider? Kto nim był?
Ty czy Lars?
To był trochę inny sposób liderowania. Bez wątpienia
Lars był tym, który dążył do skompletowania zespołu.
Ale ja chciałem tego samego. Połączyliśmy siły. Lars
znalazł nam nazwę. Ja stworzyłem logo. To on był tu
kolesiem od biznesów i od główkowania. Ja się tym aż
tak nie param. No i ta jego osobowość, jedynak
wychowany w całkiem zamożnej rodzinie.
Dobrze
ustawiona podróżnicza rodzina...
Tak.. dostawał wszystko czego chciał, zawsze i
wszędzie. Negatywny aspekt tego jest oczywisty -
rozpieszczenie. Ale jest również pozytywna strona.
On ma wiarę w to co robi. Czasami myślę sobie, że
wszyscy podążamy za jego energią. Czasami jest w nim
oczywiście strach. Widzę go w nim, gdy coś idzie nie
po jego myśli. Zawsze wracamy do swoich
młodzieńczych lat (śmiech).
Czy
bywały momenty, gdy to już nie jest granie w jednym
zespole, bądź stawianie czoła całemu światu jako
Metallica, ale po prostu was dwóch, dzielących
emocje przez moment, bez zażenowania?
Gdy jesteśmy tylko ja i on - bez problemu. To
oczywiście był element mojej terapii - próby
pogadania z nim. Sam na sam. O tym gdzie jestem, co
muszę zrobić i co czuję. Bywały momenty gdy i on
miewał ciężkie chwile. Zapominasz o wszystkim, twoja
zbroja idzie w kąt. Siadasz i... (James bierze
głęboki oddech) Bywały nawet momenty dawno temu, gdy
Lars wdawał się w jakieś kłopoty w barze, a ja
stawałem u jego boku i chroniłem go. Tak, mniejszy
braciszek z wielką gębą (śmiech). Zależnie z kim był
problem, czasami należało mu pozwolić załatwić te
draki samemu.
Gdy
wróciłeś z odwyku, musiałeś ponownie połączyć się
zarówno z rodziną i zespołem. Jak bardzo było to dla
ciebie trudne? Mam na myśli to , że musiałeś robić
to podwójnie.
Całe moje życie było dualistyczne. Tutaj jest mój
dom, a tutaj trasa. Trzymałem rodzinę w domu, bo nie
chciałem aby widzieli co dzieje się poza nim.
Ostatecznie musieli się ze światem zewnętrznym
zapoznać. Tak, to żadna tajemnica, to dwie osobne
sprawy. Gdy jesteśmy na scenie, jesteśmy naszymi
alterego. Jesteśmy ludźmi, którymi chcemy być:
silnymi, kontrolującymi wszystko, śpiewającymi dla
mas. W domu są takie momenty kiedy nawet mnie nie
słychać (śmiech). Ale te dwa światy muszą ze sobą
współgrać i współgrają - całkiem dobrze.
W twoich
wczesnych tekstach wiele jest wojen, śmierci,
władzy. W odróżnieniu jednak do wielu kapel
punkowych i thrashowych owego czasu, nigdy nie
popadłeś w ‘Nienawidzę-rodziców-nienawidzę-szkoły’.
Pisałeś o presji, ale nigdy jej nie personifikowałeś
jako rodzinę.
Są piosenki pro-rodzinne - Battery, Whiplash.
Nazwałbym je piosenkami rodzinnymi, w znaczeniu
fani-rodzina. Ruszajmy podbijać świat wspólnie...
Jest jeden numer, przez który się z tobą nie mogę
zgodzić - Dyers Eve (droga matko, drogi ojcze, czym
jest to piekło w które mnie wplątaliście). Jest w
tej piosence wiele obwiniania.
Obwiniania za co?
Za odizolowanie, alienację, która była wynikiem w
dużej mierze naszej religii (Christian Science). Ta
piosenka opowiadała o życiu w kokonie, a gdy już z
tego kokonu wyszedłem, o mój Boże, świat mnie
zaszokował. Nie wiesz co robić, nie wiesz jak sobie
z tym radzić. Nie wiem jak radzić sobie z
cierpieniem, ubóstwem, konfrontacjami. Jak żyć
samemu, gdy ojciec cię opuścił, a matka umarła.
Czy
zespół zastępował ci przez jakiś czas rodzinę?
Tak i to działało przez pierwsze trzy, czy cztery
albumy. Wszyscy tego chcieli, był w tym wigor,
ogień, wkurzenie. Naprawdę wierzyliśmy w to, że
podejmujemy wyzwanie całego świata. Wiele naszych
przekonań ‘my-przeciwko-nim’ przenikało do zespołu,
gdzie odgrywało pozytywną rolę. Gdy zespół stawał
się coraz większy, zaczynaliśmy się zastanawiać:
‘zaraz, zaraz, nie jesteście tak poświęceni temu co
robimy, jak ja, to ja trzymam nas w kupie’. Strach
przed zostaniem znowu opuszczonym zaczynał narastać.
Ale teraz to rozumiem. Czuję również to, że jest w
nas czterech więcej poświęcenia niż kiedykolwiek
wcześniej.
Kiedy
pojawiło się pierwsze uderzenie świadomości o
sukcesie finansowym? Pamiętasz co zrobiłeś z
pierwszą dużą kwotą?
Kupiłem dom. Biznes był duży - na wzgórzu, z dala od
wszystkich, ogrodzony z bramą. To było po wydaniu
Czarnego Albumu. Jason zgrywał się ze mnie wtedy, że
mam swoją bramę.
Ona
trzyma ludzi z dala...
Utrzymuje mnie w środku (śmiech). Ale tak, chodziło
o trzymanie ludzi z dala, to był mój prywatny teren.
Czy gdy
Metallica zagrała przed Rolling Stones w San
Francisco w 2005 roku, poczuliście poziom
gwiazdorstwa jaki temu towarzyszy? Mam na myśli
tutaj kulisy, zbudowane za kulisami.
Fakt, że siedzieliśmy w przyczepie, a nie nawet za
kulisami, był trochę upokarzający.
A uczta?
Pamiętam, gdy poszliśmy na stoisko z cateringiem.
Mieliśmy zjeść przed wszystkimi innymi. Otworzyłem
placek z mięsem, a ktoś powiedział: ‘hej, nie
dotykaj tego, Ron Wood zawsze wbija widelec w placek
z mięsem jako pierwszy’. Wciąłem więc największy
kawał placka na widelec, jaki tylko byłem w stanie
utrzymać i nałożyłem sobie na talerz (cieszy się).
Nie chciałem obrazić ich, ale ten system. A potem
ktoś powiedział: ‘okay, ustawcie się, Stonesi
wychodzą, jeśli chcecie z nimi fotki ustawcie się’.
Rozumiesz, chcieli to jakoś zaaranżować.
Jak
spotkanie z królewską rodziną...
Szaleństwo. Miałem dać głęboki ukłon, czy może paść
na kolana? Jak mam się do nich zwracać? Nagle
wychodzą oni i mówią: ‘siema, jak leci?’. Normalni
kolesie. Cała ta otoczka była ‘ważniejsza’ niż w
rzeczywistości. Czasami siedzę sobie i myślę ‘nasza
organizacja jest naprawdę spoko, jest perfekcyjna’.
Potem słyszę, że w U2 też tak się dzieje i w AC/DC
też tak się dzieje. No dobra. Myślę, że Lars zdaje
sobie z tego sprawę jeszcze bardziej. Ja jestem
pełen obaw, że jeśli wkopiemy się w to za daleko,
nigdy już się nie wycofamy.
