21.09.2008
W między czasie wydawania ich dziewiątego studyjnego albumu perkusista Metalliki, Lars Ulrich wypowiada wręcz szokujące rzeczy, w które ciężko uwierzyć. Artykuł z News.com.au
Ulrich, który mógł zostać profesjonalnym tenisistą, określa swoje członkostwo w jednej z największych metalowych kapel na świecie jako hobby. Perkusista w drodze na kolejny wywiad w Paryżu uparcie twierdzi, że na co dzień odzwierciedla typowego podmiejskiego ojca. Brzmi to skandalicznie w przeddzień bardzo wyczekiwanego dziewiątego studyjnego wydawnictwa, Death Magnetic. Jak do diabła Ulrich, człowiek który wydaje się zaprzedać swoją duszę dla Rock ‘n’ Roll’a i spełniania swoich zachcianek, może sugerować że jest tylko zwykłym czterdziestokilkuletnim gościem jakich pełno na naszej planecie.
Żyjemy
zupełnie normalnie na przedmieściach San Francisco,
wożąc nasze dzieciaki do szkoły
– mówi chichocząc.
Moje obowiązki to wstawanie o
6:30 rano i pakowanie obiadów do szkoły moim
dzieciom. Bycie w Paryżu i udzielanie wywiadów
telewizyjnych, jedzenie wystawnych kolacji
popijanych drogimi francuskimi winami to nie jest
ciężka praca. Mówię ludziom, że mogą mi przyłożyć,
jeśli kiedykolwiek zacznę narzekać. Żadne z nich
jeszcze mi porządnie nie przyłożyło, ponieważ się
boją. Ale zachęcam ich do tego w razie potrzeby.
Więc Ulrich żyje tak jak marzą o tym faceci, ucieka z domu żeby dołączyć do metalowego cyrku. Ochoczo przyznaje, że Metallica jest teraz wesołą częścią jego życia.
Coraz częściej patrzę na Metallice jak na ucieczkę od moich codziennych obowiązków, czyli dzieci, rodziny i tego co się dzieje u mnie w domu. Spora część muzyków określa to mianem pracy lub zajęcia, ale to jest rozrywka, wyjazdy na trasy są ucieczką od tego wszystkiego. Wysypiam się bardziej na trasie, niż kiedy jestem w domu.
Perkusista, współzałożyciel zespołu – frontman James Hetfield, gitarzysta Kirk Hammett i basista Robert Trujillo są obecnie rozsiani po Europie biorąc udział w konferencjach na temat Death Magnetic. Wieczorami opanowują scenę, na której dla legionów fanów Metalliki ciągle są królami epickiego rockowego grania, fanów którzy zachowali swoją wiarę w zespół po wypuszczeniu niezbyt udanej porcji muzyki i publicznym pokazaniu swojej sesji terapeutycznej w dokumencie Some Kind Of Monster.
Jednak tytuł ich dziewiątej płyty sam w sobie sugeruje, że niektóre problemy nie zostały jeszcze rozwiązane. Przynajmniej dla frontmana – Hetfielda, który przeszedł 9 miesięczny odwyk z alkoholizmu i innych uzależnień zanim zespół nagrał album St. Anger w 2003 roku. Motywem przewodnim teksów DM jest to co się dzieje z muzykami siedzącymi w ciężkiej muzyce, Hetfield określa niektórych z nich jako męczenników Rock ‘n’ Roll’a, mi.in. wokalistę Alice In Chains Layne’a Staley’a. Wreszcie teksty Hetfielda poruszają wszystkie stadia moralności, i jak przyznaje Ulrich nie jest to najbardziej pocieszająca z ich płyt. Ale za to jest oczyszczająca, o czym świadczą pełne szacunku i żywiołowe reakcje fanów na nowy materiał podczas trwającej trasy.
To nie jest najweselsza z naszych płyt – mówi Ulrich. Przez wszystkie piosenki przewija się temat śmierci i samobójstwa, rozpaczy, cierpienia i spieprzonego życia. Tytuł był sposobem na przekazanie tych wszystkich odczuć. Metallika od zawsze zwracała uwagę na swoje teksty. Nigdy nie były tworzone na siłę i zawsze wypływały gdzieś pod koniec procesu nagrywania, wszystkie z pełnego sztormów umysłu niejakiego Jamesa Hetfielda.
Ulrich mówi, że James pracował nad tekstami w odosobnieniu. Perkusista był oszołomiony, kiedy pierwszy raz usłyszał, co z tego wyszło.
Byłem w szoku jak niesamowite były te teksty, i jak wiele jeszcze burz i niepokojów tkwi w jego głowie. Tak więc byłem zadowolony z kreatywności jaką się wykazał ale z drugiej strony zaniepokoiłem się o niego.
Podczas gdy SKOM ukazał Hetfielda i Ulricha w ich
nieustannej walce o kontrolę w zespole, który
założyli w 1981 roku, to niespodziewanie osoba
postronna była odpowiedzialna za wejście do studia
tym razem. Gdy zapytałem Ulricha kto do kogo
pierwszy zadzwonił, żeby ściągnąć Metallikę do
studia zaśmiał się i zrobił chwilę przerwy żeby
podanie nazwiska, którego nikt się nie spodziewał
miało lepszy efekt.
Mick Jagger. Zaraz
Ci powiem, dlaczego to był on. Jeden z jego
asystentów zadzwonił do naszych jesienią 2005 roku i
zapytał czy nie zagralibyśmy z Rolling Stones w San
Francisco – wyjaśnia Ulrich.
Nasza odpowiedź brzmiała –
jasne, pieprzyć to, zagramy ze Stonesami, bo jest to
rzecz, którą każdy powinien choć raz zrobić.
Spotkaliśmy się tydzień przed planowanymi
koncertami, mieliśmy za sobą bardzo udaną część roku
i zaczęliśmy próby, wspólne granie ze sobą.
Bawiliśmy się tak dobrze grając znowu ze sobą, że
dosłownie dzień po koncercie ze Stonesami weszliśmy
do studia i zaczęliśmy przesłuchiwanie taśmy z
demami.
Zespół spędził dwa
miesiące i wyselekcjonował ponad 25 godzin muzyki z
gitarowymi riffami i perkusyjnymi motywami.
To wymaga olbrzymiej
cierpliwości, ale słuchaj, to dobrze, gdy się ma z
czego wybierać i masz na to sporo czasu. To dobrze
nie stresować się lub być zmuszanym przez wytwórnię
do nagrania płyty w określonym czasie.
Ciekawość odnośnie
nowego projektu Metalliki wzrosła, gdy zespół
ujawnił, że legendarny producent Rick Rubin będzie
nim kierował. Rubin nalegał, żeby zespół nie
rozpoczynał nagrywania dopóki perfekcyjnie ich nie
opanuje poprzez wspólne ich granie na okrągło.
Jednak nagrywanie nie przeistoczyło się w całodobową
sprawę. Kiedy Hetfield ponownie dołączył do zespołu
w 2001 roku po odwyku był skłonny pracować po cztery
godziny dziennie, dzięki czemu mógł poświęcić więcej
czasu swojej rodzinie.
Także przy nagrywaniu DM wyglądało to w podobny
sposób – każdy z członków zespołu ma dzieci – ale
Ulrich dodaje, że było tak również z powodu wysiłku
fizycznego jaki jest potrzebny na granie przez 4
godziny. Zespół ma masażystę pod ręką, który zajmuje
się ich urazami podczas standardowego, 2,5
godzinnego koncertu, więc możesz sobie wyobrazić jak
bardzo są wykończeni po 4 godzinnym graniu, nawet po
nietypowym, jak na rock przygotowaniu.
Kiedy próbujesz
stworzyć coś w studio musisz wykazać się dodatkową
wytrzymałością fizyczną przez brak publiczności.
Musisz znaleźć to w sobie, dawać z siebie nie 110
tylko 120% - mówi Ulrich.
Nie robimy zbyt wielu podejść
– 6, 8 może 10 razy i zazwyczaj wtedy kończymy,
zabiera nam to jednak z 3 czy 4 godziny. Na pewno
mamy w studio coś w rodzaju rozkładu zajęć, co
uwzględnia wzajemne wkurzanie się, jogę i jedzenie
owoców.
To wszystko
oczywiście ma miejsce za zamkniętymi drzwiami i
niech tam to zostanie, przez co fani metalu będą
mogli pozostać w błogiej nieświadomości takiego
„pieszczenia się” (hmm:) ) Nie ma najmniejszych
wątpliwości, że ich reżim i wskazówki Rubina
odpłaciły się powszechnym okrzyknięciem DM powrotem
do formy. DM zadebiutował na 6 miejscu
australijskiej listy przebojów zaledwie po jednym
dniu sprzedaży i jest pewne że wskoczy na miejsce 1
w poniedziałek.
Pierwsze dwa single z albumu – TDTNC i Cyanide
dostały się na listę singli co wydaje się
niesamowitym osiągnięciem biorąc pod uwagę, że oba z
nich trwają ponad 6,5 minuty. Ulrich, co zrozumiałe,
jest dumny że wydawnictwo Metalliki okazało się tak
wielkim wydarzeniem, że szefowie w radiu są skłonni
puszczać epickie rockowe piosenki, które przykuwają
uwagę przeciętnego słuchacza krótszych niż 4 minuty
piosenek.
To zwycięstwo. Jest
tyle miłości, dobrej woli i pozytywnych chwil w
związku z tą płytą – mówi.
Zobaczmy czy za 6 miesięcy
jeszcze będzie się trzymać.
Metallica planuje
trasy w Australii w 2009 roku.
