26.09.2008
Poniżej opublikowany wywiad, drugi z serii rozmów, przeprowadzonych przez prestiżowy magazyn Rolling Stone ze wszystkimi czterema muzykami Metalliki. Przed państwem nie kto inny jak Robert Trujillo.

Dołączyłeś do Metalliki w lutym 2003 roku. Jak dużo
wiedziałeś wtedy o dynamice wewnątrz zespołu?
Zespół był wtedy w trakcie przemian. Nagrywali album
[St. Anger], nadal opracowywali ścieżki i miksy, a
jednocześnie próbowali znaleźć nowego basistę.
Otrzymałem telefon. Byłem na wakacjach na Tahiti.
Sprawdziłem moją pocztę głosową i miałem tam
wiadomość od Larsa i Kirka. Larsa było słychać w
tle: "Dołącz do naszego zespołu!". Byli
prawdopodobnie gdzieś na mieście i po paru drinkach
wydzwaniali do wszystkich basistów z listy.
Czy wiesz jak znalazłeś
się na tej liście?
Nie jestem pewien na 100 procent. Myślę, że to było
połączenie wielu rzeczy. Po pierwsze byłem z
Suicidal Tendencies na tym samym tourne co Metallika.
Wtedy ich wszystkich poznałem. A mniej więcej rok
przed przesłuchaniem miałem telefon, wspólny znajomy
Kirka i mój zadzwonił i powiedział: "Kirk i ja
przyjeżdżamy z przyjaciółmi. Czy możesz pokazać nam
miejsca, gdzie można posurfować wokół L.A.?" Uznałem
to za dziwactwo: Kirk, znany mi bardziej jako
wampir, człowiek nocy, był gotowy wystawić się na
światło dzienne i surfować w Południowej Kalifornii.
On spał w przyczepie kempingowej z trójka
przyjaciół. Spędziliśmy weekend próbując różne
sporty. Chodziło o to, przynajmniej tak to rozumiem,
że każdy z nich miał kogoś, kogo chciał zaprosić na
przesłuchanie. Ja byłem kolesiem Kirka. Z tego co mi
wiadomo, Lars nie był zorientowany w tym gdzie
grałem. [Robert pracował, poza Suicidal Tendencies,
również z Ozzy Osbourne i gitarzystą Alice in Chains
- Jerrym Cantrellem]. James był gdzieś daleko
myślami.
Jak wyglądało
przesłuchanie?
To było w 2002 roku, gdzieś w okolicach grudnia.
Pojechałem do San Francisco na imprezę urodzinową.
Oni zostawili wiadomość kiedy byłem w mieście: "Cóż,
przyjdź do naszego studia, będzie impreza". Nie było
czasu na nauczenie się piosenek. Jadę na północ aby
grać z najbardziej odjazdowym zespołem rockowym i
nie mam czasu na nic. Zrobiłem to najlepiej jak
mogłem. Pociągnąłem parę kawałków razem z nimi, nie
wiedząc co oni grają. W końcu gram "Battery",
piosenkę, którą znam. Zagrałem też "Sad But True," "Whiplash,"
"For Whom the Bell Tolls." Zabawna rzecz, to był
drugi dzień przesłuchania. Pierwszego dnia tylko
pałętałem się i zbijałem bąki. Oni nie mówią ci co
zamierzają robić. Nie mówią ci, że ekipa filmowa też
tam będzie, i że robią dokument [Some Kind of
Monster]. Mówią ci dopiero 20 minut przed - "Nie
masz nic przeciwko, prawda?". To zabawne. Przedtem,
zawsze starałem się trzymać z daleka od kamer, które
podążały za Ozzim przy okazji jego telewizyjnego
show. Tu było oczywiste, że dzieje się coś innego.
Dołączyłeś w burzliwym
okresie.
Było intensywnie. Nauczyłem się ich dyskografii, 22
lat muzyki. I nauczyłem się albumu St. Anger: "Nigdy
nie graliśmy tego materiału jako zespół, ale musisz
się go nauczyć. Twój pierwszy koncert odbędzie się w
więzieniu stanowym San Quentin". [Metallica
nakręciła tam video do St. Anger] Wtedy prawie
jakbym żył w studio. Ci goście mogli zostawać do
23:00, a ja byłem tam do 2 czy 3 nad ranem, robiąc
to najlepiej jak mogłem. To tak jakbyś trafił do
wnętrza masywnych fal. Jesteś rzucany, jesteś pod
spodem i wracasz znowu na górę, a potem jesteś
rzucany po raz kolejny. Teraz czuję się wyswobodzony
i widzę światło Metalliki. Czuję się bardziej
komfortowo z ich dyskografią, ale także czuję się
bardziej komfortowo z tymi gośćmi. Razem dorośliśmy,
połączyły nas przebyte trasy, znamy nasze personalne
nawyki. Musisz wiedzieć, jak zbalansować każdą
osobę, ponieważ każdy jest inny.
Dołączyłeś do zespołu w
momencie, gdy osiągnął on dojrzałość.
Kochamy nasze dzieci, a fakt, że wszyscy je mamy
definitywnie stworzył dodatkowa więź. To już nie
tylko Metallica - to nasza rodzina. Obok niej mamy
także Metallikę.
Nie ma trochę ironii w
tym, że Metallica najpierw odprowadza dzieci do
szkoły, a potem wychodzi na scenę i śpiewa "Seek and
Destroy"?
Tak, to dość zabawne, ale taka jest teraz nasza
rzeczywistość.
Źródło: overkill.pl
