Wywiady z Larsem
05.11.2008
Poniżej kolejne wywiady z Larsem. Pierwszy – dla
Kansas City
z połowy października:
Kansas
City: Co przypomina Ci “Death Magnetic”?
Lars: Przypomina
mi nagranie Metalliki. Ze mną jest tak, że gdy myślę o płytach
Metalliki, to przychodzą mi do głowy obrazki z czasów ich
nagrywania. Więc gdy myślę o “Master of Puppets” myślę o
miejscach, w których tę płytę nagrywaliśmy. Wiem, że to może
brzmi nudno, ale nie mam jakiegoś niezwykłego wspomnienia
Kansas City: W
takim razie, jakie jest Twoje zdanie o tym albumie, Twoja
reakcja na niego?
Lars: Wiem, że
gdy nagrywamy album, albo tuż po jego zakończeniu, jesteśmy w
stanie wejść tak głęboko w proces tworzenia, że cokolwiek by to
nie było to i tak będzie złote. Aby neutralnie odpowiedzieć na
Twoje pytanie musiałbym się oderwać od procesu tworzenia na
jakiś czas, tak abym mógł go dobrze ocenić i wydać swoją opinię.
Gdy słuchałem tego albumu w samochodzie dwa tygodnie temu po raz
pierwszy od wydania go, wydał mi się bardzo ludzki. Brzmiał
jakby grany był przez kilku gości, a nie jako prefabrykowany,
sterylny, całe-życia-jest-z-niego-wyssane album.
Kansas City: Czy
taka była jego intencja?
Lars: Gdy kilka
lat temu spotkaliśmy się z Rickiem Rubinem, powiedział, że
naprawdę chciałby nagrać płytę, która uchwyci energię, jaką
tworzymy gdy gramy razem. Od uważał, że nigdy coś takiego nam
się nie udało. Gdy słucham tej płyty, brzmi ona jak ta właśnie
energia, jak coś co wali prosto w Twoją twarz. Brzmi tak, jakby
miał swój charakter, mnóstwo dynamiki i energii, brzmi jak
nagrana przez kilku kolesi, którzy żyją tu na Ziemi, grają ze
sobą i jednocześnie dobrze się przy tym bawią. Dzięki temu
dojechałem do celu dużo szybciej – wtedy w samochodzie. To
zawsze będzie plusem, jeśli jesteś spóźniony, zapodaj album
Metalliki to dojedziesz szybciej.
Znam Ricka Rubina od dłuższego czasu, dłużej niż Boba Rocka.
Zawsze był moim przyjacielem i zawsze zastanawiało mnie, jak by
to było współpracować z nim. To było wspaniałe, potrzebowaliśmy
zmiany i zrobiliśmy ją. Pozwoliliśmy Rickowi sterować naszą
łodzią, szczególnie ja i James, gdy wahaliśmy się z czymś
pozwalaliśmy mu podejmować decyzje dużego kalibru. Rick bardzo
różni się od Boba. W całkiem inny sposób pracuje, nie jest
muzykiem, nie jest technicznym gościem. Jest tym, który siada na
kanapie, odsłuchuje kawałki z zamkniętymi oczami i mówi:
”Czemu by nie spróbować tego lub tamtego?”. To całkiem inne
podejście, nie siedzi i nie mówi ”Zdubluj ostatni akord”
czy ”Wejdź z Fis zamiast z G”. Bardziej jest nastawiony
na pełny obraz. Mówi nam: ”Nie gracie razem, grajcie razem,
słuchajcie się, gdy gracie” - tego typu komentarze usłyszysz
do swojej gry, nic w stylu: ”zagraj inaczej tę solówkę”.
Nie jest aż tak ścisły. Ma zupełnie inny sposób pracy niż
ktokolwiek, z kim pracowaliśmy... jest bardzo, jak już mówiłeś,
intuicyjny. Wydaje się, że jest tam element – w pozytywnym
sensie – chaosu, bo nie wydaje mi się, że on naprawdę wie, co
przyniesie kolejny tydzień.
Kansas City: Czy
praca z nim w studio polepszyła Waszą grę na żywo?
Lars: Wydaje mi
się, że w pewnym sensie tak. Jesteśmy chyba bardziej dopasowani
i zgrani ze sobą – trochę bardziej na szczycie naszej gry. Rick
nie chciał, abyśmy wchodzili do studia nie tylko do czasu
stworzenia kawałków, ale i nauczenia się ich. Studio miało być
miejscem egzekucji, nie prób i błędów. Chciał, aby etap prób i
błędów i nauka miała miejsce w fazie przedprodukcji.
Jedyne co robiliśmy w studio, to wejście i nagranie. Prawie jak
koncert. Weszliśmy do studia i
zagraliśmy tam koncert. Wydaje mi się, że w pewnym sensie dzięki
temu jesteśmy w dobrej formie, całkiem dopasowani. Oczywiście
granie tych kawałków to nie piknik. Jesteśmy jednak na szczecie
tego, co teraz robimy, zdecydowanie bardziej niż w przeszłości.
Te nowe kawałki wymagają tego od Ciebie. Dziś mieliśmy pierwszą
próbę przed trasą i czuję, że jesteśmy na szczycie naszych
możliwości.
Pisaliśmy już o tym, że Lars jest
na okładce
Modern Drummer.
Poniżej fragment wywiadu z Larsem pochodzący z tego właśnie
magazynu:
Lars: „Czasy, kiedy chciałem przyćmiewać inne kapele, moich
rówieśników, albo gdy patrzyłem jak wysoko jestem w
zestawieniach na najlepszych perkusistów mam już za sobą. Teraz
chodzi już tylko o wyższe dobro. Metallica to kilku gości,
którzy przeżywają najlepszy czas swojego życia. Wszystko co
zrobiliśmy w ostatni 28 latach ma teraz odzwierciedlenie w tym,
że zależy nam na zespole, na nas samych i na naszych rodzinach.
Mroczne chwile, których doświadczyliśmy w czasie Some Kind Of
Monster są na szczęście już za nami. Ale za to nasz najnowszy
krążek jest najmroczniejszym, jaki kiedykolwiek nagraliśmy. Nie
mówię, że najlepszy... niepokoi mnie, gdy jest zbyt dużo dobrych
rzeczy, boję się, że ktoś może wtedy zrzuci wtedy bombę gdzieś
na rogu. Ludzie mówią, że to nasz powrót do korzeni... w
zasadzie nie zamierzam się z tym kłócić.”
Modern Drummer: Za każdym
albumem kryje się jakaś historia. Co ukrywa się za Death
Magnetic?
Lars: Cały czas próbuję się
tego dowiedzieć! Gdy w ostatnich sześciu miesiącach zaczynaliśmy
końcowo obrabiać kawałki zdaliśmy sobie sprawę, że jest jeden
znaczący wątek, przewijający się przez album. Kawałki mówią o
śmierci, obsesji śmierci, jej przewidywaniu, samobójstwie,
próbowaniu kontrolowania śmierci od drugiej strony, odkupieniu,
przebaczeniu – wszystko jako beztroskie tematy. Gdy wymyślaliśmy
tytuł albumu wpadliśmy na to, że w kawałku “My Apocalypse” jest,
obok wielu innych, fraza “death magnetic”. Od razu pomyśleliśmy
o tym , jak o czymś niezwykłym, zajebistym, ale jednocześnie
tajemniczym, ten magnetyczny element atrakcyjności i odrazy jaką
czuje się do śmierci.
Modern Drummer: Każdy kawałek
jest długi i wypełniony do ostatniej sekundy, pojawiają się
zmiany tempa, połamane rytmy na trzy drugie, dublowanie partii,
urywanie partii w środku, przemieszania – jest dość zawiły. Czy
to powrót do stylu …And Justice For All?
Lars: Na pewno ludzie mogą się
z tym kłócić, ale nie nagrywaliśmy tego albumu z myślą: . Zawsze mielimy tak duży szacunek
do naszego materiału z lat 80-tych, w lata 90-te spędziliśmy na
ucieczce od tamtego stylu tak daleko jak to tylko było możliwe.
Chyba zbyt bardzo baliśmy się o nasz styl z lat 80-tych i nie
chcieliśmy go niczym rozcieńczyć. Ale nasz producent Rick Rubin
powiedział nam, że dobrze byłoby na nowo zainspirować się tymi
starymi albumami, poczuć to samo, co czuliśmy pisząc je, zdać
sobie sprawę, że to było coś wyjątkowego. W lecie 2006 roku
ponownie doświadczyliśmy albumu Master Of Puppets i
podzieliliśmy się tym z fanami na wakacyjnej trasie. Ponownie
nauczyliśmy się tego albumu, zakochaliśmy się w nim i
zgodziliśmy się, że zainspirowanie się nimi na nowo a tym samym
powrót do takiej muzyki być może tylko w nas drzemał. Z tych
trzech płyt, Ride The Lightning, Justice i Master of Puppets, to
Justice jest najbardziej ekscentryczny, sideways time signatures.
On też w pewien sposób spowodował, że odeszliśmy od tego stylu w
stronę uproszczeń. Teraz ludzie mają podstawy, aby mówić, że
wróciliśmy do korzeni.
Na koniec kilka słów od Larsa dla
Times Online:
“Wszystko teraz zaczyna się dużo wcześniej. Obserwuję to z
bliska na przykładzie mojego dziesięcioletniego syna. Jego
kumple ze szkoły doskonale wiedzą, kim jestem. Przybijają mi
piątki, proszą o autograf. To te same dzieciaki, które kilka lat
temu uważały mnie za kogoś, kto myje się raz na tydzień. Nagle,
z powodu nowego albumu, jestem zajebisty. Dodatkowo [stara dobra
muzyka rockowa] jest pozbawiona ironii, nie czujemy się nieswojo
myśląc o tym, co kiedyś nagraliśmy. Nie słyszę, aby jakiś
dwunastolatek mówił o Nirvana czy Coldplay, słyszę za to jak
rozmawiają o AC/DC, Led Zeppelin, Iron Maiden czy Metallice.
Myślę, że doceniają to uważają za rockową autentyczność.
Źródło:
overkill.pl |