KSIĘGA GOŚCI FORUM KONTAKT

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI

 

James dla The Columbus Dispatch, cz. 2
13.11.2008


James udzielił, tuż przed koncertem w Albuquerque, 30 minutowego wywiadu dla The Columbus Dispatch.

The Columbus Dispatch: Jaka jest Twoja główna myśl, gdy wychodzisz teraz na scenę, w porównaniu do 1990 roku?
James: Przed wyjściem na scenę inspirujemy się grając wspólnie w pokoju ćwiczeń, czasami też piszemy jakieś riffy. Gdy już złapiemy tę więź uderzamy na scenę. Nie wiem czy wciąż jest tu zasada: my przeciwko tłumowi. Dawniej tak bywało, wychodziliśmy z myślą: ’Zabijmy ich, rozwalmy ich’. Teraz jest to raczej: ’Wychodzimy, żeby pokazać moc, z której jesteśmy znani, żeby zobaczyć ilu nowych fanów możemy zarazić Metalliką, a ilu do nas wróciło’.

The Columbus Dispatch: Czy nie zaskakuje Cię, że po 25 latach od ukazania się pierwszego albumu wciąż masz w sobie ten ogień?
James: Nie. Gdy byłem w średniej szkole to było właśnie to, co chciałem robić. Nie kreśliłem wizji siebie siedzącego w sądzie jako prawnik, ubranego w trzyczęściowy garnitur. Chciałem grać rocka, to było to.

The Columbus Dispatch: Tak wielu młodych ludzi uważa bycie tym kim jesteś za świetny pomysł. Jako 18-latkowi co dawało Ci nadzieję, że ktoś będzie chciał słuchać Twoich kawałków?
James: W średniej szkole grałem w kapeli o nazwie Obsession. Graliśmy kawałki Thin Lizzy, Black Sabbath czy Robin Trower. Pewnego dnia przyszedłem z tym, co sam napisałem, a co nazwałem Love of Night. Nie było to nic dobrego, ale było oryginalne. Pokazałem to chłopakom a oni na to: ’Ech, nie jest to zbyt dobre’, od razu odpaliłem ’Pieprzcie się, wychodzę i idę robić swoje’. Tak po prostu. Chciałem znaleźć ludzi, którzy chcieli pisać własną muzykę.

The Columbus Dispatch: Czy to, że wciąż to robisz nakręca Cię?
James: Zdecydowanie. Jest kilku wybrańców, którzy byli w stanie zdać sobie sprawę jaki dar otrzymali i sprawili, że się rozwija. Wiem, że nigdy nie jest za późno. Znam kilka osób, którzy po wielu latach robienia czegoś nagle mówią: ’wiesz co, zmieniam drogę kariery, zawsze chciałem robić to co zamierzam’. To też jest w porządku, ale my, ja, wstrzeliłem się od razu. To jest to.

The Columbus Dispatch: Gdy parę lat temu oglądałem film Monster było dla mnie jasne, że próbowałeś iść w inną stronę. Czym by to było?
James: Prawdopodobnie tworzyłbym muzykę z innymi ludźmi, może sam. Ale w końcu zdałem sobie sprawę, że im więcej myślę o walce, tym więcej walczę. Gdy uświadamiam sobie, że wszystko idzie dobrze to mogę się odciąć od tamtych myśli.

The Columbus Dispatch: Kiedy ostatnio rozmawiałeś z Jasonem Newstedem?
James: Napisałem do niego przeprosiny, gdy odszedł, ale to wszystko. Być może ktoś inny byłby bardziej ambitniejszy, może jest we mnie coś oziębłego, ale zawsze czuje się w porządku pozwalając przyjaciołom odchodzić. Nie brakuje mi jego towarzystwa, nie brakuje mi rozmów z nim, jest jak jest.

The Columbus Dispatch: To jak to jest spędzać czas i grać z nowym basistą?
James: Naprawdę dużo, dużo bardziej komfortowo, bardziej na luzie. To kochany człowiek, niesamowity basista, ma głowę na karku. Mieliśmy dużo szczęścia znajdując go. Wywodzi się z tej samej szkoły grania co my, koncertowaliśmy razem, wie jak to jest być z nami w trasie, jest bardzo zrównoważony, ożenił się, ma dzieci. Stał się graczem naszej drużyny. Uwielbia też jammowanie.

The Columbus Dispatch: W jaki sposób posiadanie dzieci wpłynęło na podejście do Twojej pracy?
James: Na początku było to dość spore zmaganie się, byłem pierwszym, który miał dziecko, nieco później był Lars. Próby rozdzielenia tych dwóch światów były trudne, wiesz, mówiłem: ”Muszę wyciąć trochę naszego czasu dla rodziny”, a to nie było dobrze odbierane w zespole. Z czasem stało się to jednak dla nas czymś normalnym, musieliśmy po prostu zbilansować obie sprawy i pozwolić im żyć ze sobą. Musieliśmy poznać wszystkich ze sobą. Żony zawsze są pełne obaw: ”Co dzieje się na trasie?” lub ”Czemu nie chcecie, abyśmy się ujawniały?” Czasami jest jak jest, ale czasami jest na zasadzie ”Potrzebuje miejsca dla siebie”. Z drugiej strony jak już je zaprosimy to mówią: ”Nie, nie chce iść” (śmiech). Dzieci wniosły dużo radości każdemu z nas, myślę, że to nas inspiruje, sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi... a dzięki temu możemy grać bardziej metalowo (śmiech), jeśli ma sens to co powiedziałem.

The Columbus Dispatch: Ostatnim razem gdy widziałem Metallikę to światła rozświetlały twarze fanów, a wy wyglądaliście mocno nabuzowani tym.
James: Kochamy patrzeć na twarze fanów, naprawdę od razu widać, które kawałki wprawiają ich w wibracje, a które nie. Niektóre lecą a fani są w swoim własnym świecie przy innych czujesz, że naprawdę nastroiłeś się z fanami, a oni są jakby dodatkowym instrumentem na którym możesz zagrać.

 

Źródło: overkill.pl

 

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI