James dla OregonLive.com
17.11.2008
Poniższy wywiad z Jamesem dla witryny
OregonLive.com.
Żaden inny zespól metalowy nie
osiągnął tak wielkiego i komercyjnego sukcesu jak Metallica.
Zespól istnieje od 27 lat, i ich nietypowe brzmienie
przyciągnęło do nich legiony fanów - a także wielu przeciwników.
Z ich nowym albumem, tegorocznym "Death Magnetic", zespól
powrócił do swoich thrashowych korzeni, decydując się na
szybsze, mocniejsze brzmienie niż ich bardziej melodyjne
osiągnięcia z ostatniej dekady. Przeszli wiele przez te 27 lat,
włączając śmierć ich basisty, Cliffa Burtona w wypadku autobusu
w 1986, rehabilitacje frontmana Jamesa Hetfielda i w 2001
odejście ich drugiego basisty, Jasona Newsteda. Hetfield znalazł
trochę czasu, żeby z nami porozmawiać przez telefon o dorastaniu
w zespole, kontakcie z dzieciństwem i nagrywaniu.
Jakie to było uczucie nagrywać
ten album?
To uczucie staje się coraz
lepsze z dnia na dzien. Myślę nad faktem ze jesteśmy starsi i
zdaliśmy sobie sprawę jak dobrze trafiliśmy, nie obijamy się i
nie jesteśmy grubi i leniwi, spoczywający na laurach. To
prawdopodobnie jedna z moich największych obaw. Wiemy, ze robimy
dobrze i wiemy ze musimy się o to troszczyć i także zdajemy
sobie sprawę z tego, ze bardziej potrzebujemy siebie niż
nienawiści do siebie nawzajem. Z takim punktem widzenia radzimy
sobie najlepiej. Jeśli zespól dotrwa do swojej czterdziestki,
będzie jeszcze prościej.

W twoich tekstach jest dużo gniewu i wyobcowania. Czemu
wykorzystujesz te emocje w pracy, jeżeli tak dobrze Ci się
układa?
Naprawdę ciężko jest wspominać
dzieciństwo. Nie ważne jak ciężko nad tym pracujesz, wydaje się
ze pierwsza polowa mojego życia to było dzieciństwo a druga
polowa próbuje nadać mu sens, albo się z nim pogodzić, wiesz -
pozwalając obrócić się zemście albo rozgoryczeniu w pozytywne
odczucia. Zawsze będziemy tak postępować. Wracając do
wyobcowania czy izolacji - te uczucia są uniwersalne.
Jak Ci się pracuje z
(producentem) Rickiem Rubinem? Ciężko było się do niego
przyzwyczaić po współpracy z Bobem Rockiem (producent długo
współpracujący z Metallika)?
Nie do końca. Przeszliśmy okres
katharsis albumu St. Anger, który w jakiś sposób oczyścił nas z
wszystkich rzeczy, którymi się martwiliśmy, nienawiści i urazy
do każdego. Pracowaliśmy z Bobem tak długo, tak dobrze go
poznaliśmy, ze poczuliśmy ze nadszedł czas pójść do przodu po
tym jak przez to wszystko przeszliśmy. Czuliśmy ze to będzie dla
nas nowy rozdział, nowy basista, nowe odczucie. Czas na nowego
producenta. Nic nie mam do Boba; zawsze nam pomagał i
prawdopodobnie będzie to robił dalej. Rick Rubin wydawał się
dobrym wyborem do powrotu na stare tory Metalliki. Jest bardzo
bezpośredni, nie owija w bawełnę. Nie jest władczy. Bob był z
nami cały czas. Rick Rubin jest tajemniczym producentem. Pojawia
się, kiedy tylko może, myślę: ze tak naprawdę tam nie ma go cały
czas. Musieliśmy zrezygnować z terapeuty i producenta i
wszystkiego dookoła do momentu, w którym nie będzie niczego,
oprócz naszej czwórki. Pomogło to nam trochę dorosnąć i stać się
bardziej odpowiedzialnymi.
Czy teraz czujesz się dorosły?
Zbliżam się do tego -
niewątpliwie jestem bliżej. Dzieciaki maja z tym wiele roboty,
strachem bycia rodzicem: "Nie mam wyboru, będę musiał sobie z
tym poradzić, będę musiał je nauczyć tego czy tamtego." One
uczą mnie jak mam to robić. Staram się, najlepiej jak potrafię,
być odpowiedzialnym dorosłym, ale także nie stać się dziecinnym
artystą (śmiech). Moja żona powie Ci, ze tego nie brakuje.
Jestem czwartym dzieciakiem przez większość czasu.
Czy dobrze się czujesz z
Robertem?
Absolutnie. Poczułem ten
komfort od razu. Nie musiałem mu pokazywać żadnej piosenki. Może
było kilka małych potknięć tu i tam. Kocha grac. Grałby cały
dzień jeśli by tylko mógł - trochę tez surfuje. Miał prawdzie
przeszkolenie od Metalliki na trasie promującej "St. Anger".
Wskoczył idealnie w momencie w którym pociąg ruszył.
Ludzie zdają się kochać mówić
jak wasz album powinien wyglądać - co jako zespól powinniście
zrobić. Co o tym myślisz?
Kiedyś doprowadzało mnie do
szaleństwa, ale to prawdziwy dar i zaszczyt ze Metallika ciągle
wzbudza wśród ludzi emocje. Istnieje wielu wygodnickich
producentów [armchair producers]. Każdy z nich ma sposób jak to
powinno być zrobione.
Myślisz ze ważnym jest, aby cala
wasza czwórka miała teraz dzieci?
To nie jest wymagane. Na afiszu
tego nie ma - jak dużo dzieci każdy z nas ma za kulisami. Jeśli
nie miałby ich Lars, albo ja byłbym tym, który nie ma dzieci,
byłoby inaczej. Było na ten temat wiele kłótni. Lars i ja i
pozostała dwójka czujemy się całkiem komfortowo z decyzjami,
jakie podejmujemy. Lars ma to, co ja chce, a ja mam to, czego
chce Lars. Pobiłem go jednak mając dziecko kilka miesięcy
wcześniej! Dorastaliśmy razem bardzo podobnie.
Jesteście teraz bardziej czy
mniej do siebie podobni, Ty i Lars?
Powiedziałbym obaj. Jesteśmy
bardzo w porządku względem swoich charakterów, tak zwanych
wadliwym albo wybrakowanym, bo rozumiemy siebie nawzajem coraz
lepiej. Stajemy się powolutku podobni do siebie. I jest OK, ale
i ciągle role się odwracają. Jeżeli ja pójdę trochę w prawo, on
pójdzie trochę w lewo.
Coś w
rodzaju braci?
Raczej tak. Ale
bardziej tak jakbyśmy byli małżeństwem. To lepsze określenie, bo
nie jesteśmy rodzeństwem.
Źródło:
overkill.pl |