KSIĘGA GOŚCI FORUM KONTAKT

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI

 

James dla Rolling Stone
21.11.2008


Poniżej prezentujemy wywiad z Jamesem z początku października, jaki wokalista przeprowadził dla magazynu Rolling Stone.

RS: Byłeś w Metallice całe swoje dorosłe życie. Czułeś się kiedykolwiek w jakiś sposób ograniczany?
J.H.: Sam sobie stwarzałem ograniczenia: ‘Jestem zmęczony przedstawianiem racji. Nie będę się kłócił przez kolejne pięć godzin o coś małego i całkiem głupiego. Wygrałeś. To jest zespół Larsa. Kiedy będzie możliwe, to zrobię to jako mój solowy projekt.’ Co jest całkowicie niedorzeczne. Każdy zespół, który znałem, gdzie robiono solowe projekty lub rzeczy jak ta – nie szanuję ich już więcej.

RS: Są ściśle określone warunki ‘bycia’ w Metallice. To tak jak wstąpienie do Armii.
J.H.: Metalowa milicja, bracie! Odkryliśmy, że można czerpać wolność poprzez strukturę. Były wcześniej w moim życiu różne struktury. Myślę, że Lars to odkrył. Możesz też popatrzeć na Jasona Newsteda jak na ofiarę. Nie chciałem żeby robił 12 różnych pobocznych projektów. ‘Jesteś w Metallice.’ Nie było zrozumienia kiedy odchodził [2001]. Ale teraz Metallica to nasza czwórka. To jest nasz solowy projekt. To jest najlepszy sposób na przekazanie naszych emocji, uczuć i dotarcia do ludzi.

RS: Czy na początku było jasne kto przewodzi? Ty czy Lars?
J.H.: Były formy przywództwa na różne sposoby. Nie ma wątpliwości, że Lars był tym który chciał skompletować zespół. Ale ja tak samo i połączyliśmy siły. Lars miał nazwę. Ja miałem logo. On zajmował się biznesem i myśleniem. Ja tym trochę mniej. Również to jego osobowość, jedynak dorastający w pięknej, zamożnej rodzinie.


RS: Jedynak z dobrej rodzinki.
J.H.: Tak, dążenie do tego czego on chce, kiedykolwiek, gdziekolwiek. Zła strona tego to coś oczywistego – brak zrozumienia. Ale pozytywną stroną tego jest, że on potrafi doprowadzić coś do końca. Jak coś robi to wierzy w to, że może to zrobić. Są momenty, kiedy myślę że wszyscy podążamy za jego energią. Jest czasem strach. Widzę go w nim, kiedy czuje ze coś może nie pójść po jego myśli. Zawsze wracamy do naszych nastoletnich czasów [śmiech].

RS: Czy były momenty że możesz przyznać – to nie jest bycie tylko kumplami z zespołu, czy Metallica przeciwko całemu światu, ale po prostu dwóch kolesi którzy dzielą ze sobą dobre i złe momenty – bez kłopotu?
J.H.: Kiedy jest tylko on i ja, to łatwo. Oczywiście raz, kiedy szedłem na rehabilitację – próbowałem z nim pogadać, tylko my dwaj, gdzie byłem i dokąd zmierzam, co czuję. Są momenty kiedy on też przechodzi przez różne problemy. Zapominasz wtedy o całym gównie. Pancerz zostaje usunięty. Siadasz i... [bierze głęboki wdech] Były nawet czasy długo przed tym. Lars mógłby wpakować się w kłopoty w barze i ja bym podszedł, zabrał go stamtąd albo go bronił. Tak, młodszy braciszek z niewyparzoną gębą [śmiech]. W zależności kto to by był, dałbym mu samemu rozwiązać swoje problemy.

RS: Kiedy wróciłeś z odwyku, musiałeś nawiązać na nowo kontakt ze swoją rodziną i z zespołem. Ciężko było? W sensie, że musiałeś robić to podwójnie.
J.H.: Moje całe życie było podwójne: tu jest rodzina w domu, a tu jest moje życie w trasie. Tak, to są dwie oddzielne rzeczy. To żaden sekret. Wchodzimy na scenę i jesteśmy swoimi alter ego. Jesteśmy tymi, kim chcielibyśmy być: silni, kontrolujemy wszystko, śpiewamy dla publiczności. W domu zdarza się, że nawet nie jestem słyszany [śmiech]. Ale trzeba żyć razem i wychodzi to bardzo dobrze.

RS: W twoich wcześniejszych tekstach poruszasz tematy wojny, śmierci i autorytetów. Ale nie tak jak wiele thrashowych i punkowych zespołów wtedy, nie nazwałeś tego – ‘Nienawidzę moich rodziców’ Pisałeś o reakcji na presję, ale nigdy nie nazwałeś tego po imieniu.
J.H.: Są pro-rodzinne piosenki – Bartery, Whiplash. Są rodzinnymi piosenkami fanów. Chodźmy i wojujmy razem. Jest jedna piosenka, która nie zgadza się z twoim poglądem, ‘Dyers Eve’ ["Dear mother, dear father, what is this hell you have put me through"]. Jest wiele wyrzutów w tej piosence.

RS: Wyrzutów za..?
J.H.: Oddzielenie i wyalienowanie, co działo się często przez naszą religię [Christian Science]. Ta piosenka jest o byciu zamkniętym gdzieś w kokonie, i teraz jestem sam, oh, mój boże, świat mnie zaskakuje. Nie wiem jak radzić sobie z wieloma rzeczami. Nie wiem jak pogodzić cierpienie z ubóstwem. Jak żyć sam ze sobą, po tym jak ojciec nas zostawił, a mama umarła.

RS: Zespół zastępował ci rodzinę przez jakiś czas?
J.H.: Tak, i to było przez pierwsze trzy, cztery albumy. Wszyscy chcieli energii, ognia. Myślisz, że rządzisz światem. Wiele z tego my-kontra-oni, co zostało przeniesione do zespołu, stawało się czymś pozytywnym. Wtedy jako zespół zaczynaliśmy dojrzewać, niektóre rzeczy zaczęły iść w innym kierunku. ‘Czekajcie minutę, chłopaki nie poświęciliście tyle co ja. Ja trzymam to wszystko w kupie.’ Strach przed porzuceniem znowu zaczął brać górę. Ale rozumiem to teraz. Czuję teraz więcej poświęcenia z całej czwórki niż kiedykolwiek wcześniej.

RS: Kiedy pojawiło się powodzenie finansowe - przypominasz sobie co zrobiłeś ze swoim pierwszym wielkim czekiem?
J.H.: Kupiłem dom. To była wielka rzecz – na wzgórzu, z daleka od wszystkich. Miał bramę. To było po ‘Czarnym albumie’. Jason zwykł śmiać się ze mnie, że mam bramę.

RS: To trzymało ludzi z dala.
J.H.: I zatrzymywało mnie w środku [śmiech]. Ale to trzymało ludzi z dala, tak. To moje prywatne miejsce.

RS: Kiedy Metallica otwierała koncert przed Rolling Stones w San Francisco w 2005 roku, odczułeś gwiazdorstwo z ich strony? Za kulisami?
J.H.: Fakt że byliśmy przyczepie kempingowej, nawet nie za kulisami, było czymś poniżającym.

RS: Powrót do roli posługiwacza?
J.H.: Pamiętam pójście na catering. Poszliśmy wcześniej. Potrzebowaliśmy zjeść przed wszystkimi. Otworzyłem placek i nagle ktoś powiedział ‘Hej, nie dotykaj tego. Ron Wood zawsze pierwszy wkłada łyżeczkę w placek’. Więc wziąłem największą łyżkę jaką mogłem i wypełniłem swój talerz [szeroki uśmiech]. Nie zrobiłem tego przeciwko nim, ale przeciwko systemowi. Potem było: ‘Ok, wszyscy baczność Stonesi nadchodzą. Jeśli chcecie zrobić sobie z nimi zdjęcie...’ Mieli kogoś kto to przygotowywał. To było rzeczywistą wytyczną.

RS: Jak spotkanie rodziny królewskiej.
J.H.: To było szalone. Powinienem złożyć im głęboki ukłon? Jak mam się do nich zwracać? I wyszli – byli normalni. Są jak, ‘Hej, co tam?’, są spoko ziomkami. Ale te wszystkie inne rzeczy są ważniejsze, niż jest to w rzeczywistości. Były momenty, kiedy usiadłem i myślałem, ‘Udało nam się. Zrobiliśmy to perfekcyjnie.’ Wtedy słyszysz że U2 tak się zachowują, AC/DC. Więc ok. Myślę że Lars jest bardziej tego świadomy. Ja się bardziej boje, że jak to posunie się za daleko, możemy nigdy już nie wrócić.

 

Źródło: overkill.pl

 

 

GŁÓWNA TEKSTY HISTORIA TRASY FOTKI