Robert dla Bass Player,
część 1
22.11.2008
Poniżej
prezentujemy pierwszą część wywiadu, jaki z Robertem prowadzi
Bill Leigh redaktor naczelny magazynu
Bass Player.
Scena
była ogromna, blask oświetlenia i nagłośnienie, ale dla czwórki
muzyków z Metalliki wypełnienie sceny pewnością siebie godną
tytanów było igraszką. Za gigantycznymi ekranami, które
powiększały obraz, a także wzmacniały emocje, Robert Trujillo
wywyższał się spośród członków zespołu. Napięcie mięśni, energie
i pot wplatał w każdą nutę basu. Na dłużej niż dwie godziny,
Trujillo, perkusista Lars Ulrich, gitarzysta prowadzący Kirk
Hammett i wokalista/gitarzysta rytmiczny James Hetfield zagrali
masę riffów pełnych mocy i niebywałej precyzji, które
przedstawili na tegorocznym Ozzfeście, który mógł momentalnie
wymazać pamięć o dniu pełnym metallikowej zadymy tysięcy
moszujących głów. Taki jest wpływ Metalliki, po prostu jeden z
najciężej pracujących zespołów metalowych. I w obu przypadkach,
gra z grymasem na twarzy i widmem poprzedników, Robert Trujillo
może być najciężej pracującym Jeźdźcem z całej czwórki.
Minęło piec lat odkąd Metallica przyjęła Trujillo i wypełniła
puste miejsce po Jasonie Newstedzie, które pozostawił w 2001
roku. Wybór był bardzo nietypowy, ale trafiony w dziesiątkę.
Muzycznie Robert wychowali się na Motown i Larrym Grahamie - z
pozytywnymi wpływami Black Sabbath, Rush i Jaco. Po studiach w
Dick Grove School Of Music zaczął sam tworzyć własne kompozycje
we wczesnych latach '90 wraz z thrashowym zespołem Suicidal
Tendencies i z funk- metalowym, Infecious Grooves, z jego
agresywna, funkową praca kciuka. Po Suicidal dołączył na
siedmioletni okres do zespołu Ozziego Osbourne'a, dzieląc czas
miedzy Black Label Society Zakka Wylda, i będąc w bliskiej
współpracy z gitarzysta Alice In Chains - Jerrym Cantrellem na
jego albumie solowym z 2002 roku, Degradation Trip [Mike Bordin
- instrumenty perkusyjne, Wydawca: Roadrunner Records - przyp.
Morgoth]. Robert pozostawał przy swoim charakterystycznym silnym
palcowaniu i funkowo-metalowej mentalności, która mogła nie być
zbytnio znaczącym punktem dla Metalliki. Ale jego gra jest
przepełniona mocą, a przeciwwaga dla jego zachowania na scenie
podobnego do potwora jest pracowita praca i łagodne usposobienie
[ethic and mellow SoCal disposition].
Trujillo dołączył do Metalliki w okresie, w którym zespół
przeżywał zmiany i dorastał. Jest to dobrze opisane w dokumencie
rock-przezywa-terapię, Some Kind Of Monster z 2004. Mogło to
spowodować ze łatwiej mu było wziąć na siebie obowiązki ciężko
grającego basisty. Rewolucyjny basista Cliff Burton, który zmarł
w 1986 w wypadku autobusowym, wniósł najwięcej do Metalliki, a
ciężko kostkujący Newsted wyrabiał sobie markę w zespole przez
blisko 15 lat. Jak dobrze nowy basista ze złożonym stylem mógłby
sprawdzić się w Metallice? Piec lat kopania tyłków widzom na
stadionach sugeruje ze całkiem niezłe, a najnowszy album został
dumnie okrzyknięty mistrzowskim. Death Magnetic jest zawiłym i
potężnym nagraniem, z kwitnącymi partiami basu Roba łączącym
potężne metallikowe riffy i okazjonalnie rozpoczynające małe,
ale genialne przejścia. I w garści momentów o średnim tempie
gdzie headbanging spotyka się z headbobbingiem [head-bobbing -
pierwszy raz się z tym spotykam wiec nie wiem jak to
przetłumaczyć - przyp. Morgoth], wrażliwość Roberta do groovu
zdaje się mieć delikatny wpływ. Nie robiąc błędu, myślę, ze
Death Magnetic jest czystym metalem, i zdaje się być szczytem
możliwości zespołu, w którym wykorzystali inny punkt widzenia.
Death Magnetic jest najprawdopodobniej największym i
najważniejszym albumem Metalliki od Black Albumu.

KWATERA GLÓWNA METALLIKI JEST
NIEOZNACZONYM SZARYM PUDLEM budynku oddalonego o jakieś 15 mil
na północ od Golden Gate w San Francisco. W środku, klimat jest
częścią rock and rollowej krainy fantasy i częścią prawdziwego
biznesu. Jedną z dogodności z tego płynących są operacje
związane z fan klubem, włączając zarządzanie pięcioma stronami
Metalliki, produkcje magazynu, i koordynacje spotkań specjalnych
fanów z zespołem przed każdym koncertem. Poprzez korytarze,
studio, warsztat techniczny, i dwie sale przesłuchań, pamiątki
Metalliki są wszędzie, od klasycznych bannerów
i wystrojów scen - jak zawieszona oddzielona głowa Lady Justice
z trasy Justice From All, do asortymentu stworzonego przez fanów
rzucanych na scenę przez lata. Możesz poczuć dumę, respekt dla
historii i odwzajemnioną miłość fanów, ale sama organizacja
działa tak ściśle jak wyćwiczony -
na -
śmierć [drilled-to-death] rockowy
riff. Ta dwoistość otoczenia, która inspiruje zespół i daje im
wolność do ćwiczeń, eksperymentowania i ciągle doskonalenie ich
rzemiosła.
Późna wiosna, gdy sesje nagraniowe Death Magnetic dobiegły
końca, Robert odwiedził pokój na wyższych piętrach w HQ gdzie
sypiał, ćwiczył, i robił dużo ze swoich "prac domowych" podczas
intensywnych sesji nagraniowych do albumu. Mały pokoik podobny
do sypialni miał niskie łóżko, biurko ze stereo i stosunkowo
spartańskie ściany: zdjęcie rodziny i zrobiona kolorowym tuszem
karykatura Metalliki z Trujillo, zmniejszony do rozmiarów ramki
plakat Jaco Pastoriusa. W rogu stal bas. Robert wyjaśnił:
"Zaczynałem ćwiczyć, kiedy mieliśmy czas wolny. Nauczyciel
mógłby wpaść i byśmy sobie jammowali, ale wtedy weszlibyśmy w
Led Zeppelin, jammując "Black Dog" śpiewałbym i grał na gitarze.
Brałem lekcje gry na pianinie wraz z żoną, ale kiedy zaczęliśmy
tworzyć nowy album, to było to - nie mogłem tego dalej robić.
Ciężko jest przyjść ze zrobiona praca domowa, kiedy całą
noc pracowałeś nad ścieżkami basu."
BP: Minęło pięć lat odkąd
przyłączyłeś się do zespołu, ale niektórzy ludzie prawdopodobnie
ciągle postrzegają Cię jako nowego.
R.T.: Taaaak, to interesujące.
Pięć lat to całkiem długo, ale kiedy myślisz nad tym jak długo
zespół istnieje i wspanialej historii z Cliffem Burtonem i
Jasonem, zgaduje ze będę nowym gościem jeszcze baaaardzo długo.
Jason był, ale wkręcił się w to jak był bardzo młody; to była
jego pierwsza wielka rzecz. Ale zespół chciał żebym się czuł
jakbym grał z nimi od lat. Odeszli od swojego normalnego
podejścia żebym czul się komfortowo, nawet kreatywnie.
BP: Patrząc wstecz, czy czujesz
się odpowiedzialny za zmiany, jakie zaszły w zespole?
R.T.: Sam nie wiem, ale myślę
ze dołączyłem w najlepszym momencie. Teraz prawdopodobnie lepiej
pracuje się z Jamesem niż 10 lat temu, może to samo tyczy się
Larsa. Również, kiedy do nich dołączyłem zespół był
zainteresowany przypominaniem i sposobem przygotowywania starego
materiału. Dla mnie to była świetna rzecz, bo jestem wielkim
fanem Ride The Lightining (z 1984 roku) i Master Of Puppets (z
1986 roku), o to było wspaniałym wyzwaniem i doświadczeniem dla
mnie grać te piosenki. Jednak dostałem także do przygotowania "Dyer's
Eve" ostatniej piosenki z...And Justice For All (z 1988 roku).
Jest szalona, jest szybka, i nigdy wcześniej jej nie grali.
Wtedy zorganizowaliśmy trasę z okazji 20-lecia Master Of Puppets
w Europie gdzie graliśmy cały album. Niektóre z tych piosenek
nie były nigdy wcześniej grane w całości, a "Orion", który jest
naprawdę pięknym instrumentalem, nigdy nie był grany na scenie.
BP: Dużo w tym jest pracy na
basie.
R.T.: Taaaak, to oczywiste. Dla
mnie to kawał sztuki. Piosenka ma świetne harmonie gitarowe i
melodyjne sekcje, ale czuje ze to było basowe arcydzieło Cliffa,
wiec dla mnie było wspaniałym przeżyciem uczestniczyć w jego
prezentowaniu na scenie. To było wyzwanie, ale także świetną
zabawa. Poczułem się szczęściarzem, że kiedy do nich dołączyłem
postanowili ponownie grac stary materiał i ten proces pomógł nam
przetrzeć szlaki temu, co zrobiliśmy na nowym albumie.
Definitywnie miał na niego wpływ.
BP: Czy zespół zmienił zdanie na
temat obecności basu na nagraniach?
R.T.: O to musisz ich sam
spytać. Mówią ze są szczęśliwi z tego, co razem stworzyliśmy.
Myślę ze przedtem myślami byli zupełnie gdzie indziej. Jason
dołączył w momencie, w którym mogło być o wiele surowiej.
Zauważyłem że James zrezygnował z dyskryminacji, nie mówił:
"Bas jest za głośno! Nie chce słyszeć wogóle basu!". Lars i
ja graliśmy ze sobą więcej niż on z jakimkolwiek basista. Bardzo
polega na Jamesie i nie obwinia go. W większości zespołów
metalowych, to gitarzysta rytmiczny trzyma cały czas tempo.
Nawet kiedy byłem w Suicidalach, to Mike Clark wszystko trzymał
w kupie. Basista też to robi, ale zazwyczaj i tak polega na
prawej ręce gitarzysty rytmicznego. Ale Lars i ja zaczęliśmy
jammować sami, bez Jamesa i Kirka na temat nowych piosenek już
kilka miesięcy temu. Zadzwonił do mnie i powiedział:
"Pohałasujmy trochę". Pomyślałem, świetnie - Lars chce być
naprawdę sekcją rytmiczna. Brad [Wilk] i Timmy [Commerfold] z
Rage Against The Machine dużo razem ćwiczyli i to ma sens: kiedy
zgraja się bas i perkusja, to znaczy, ze wszystko się zgra. Z
połączenia basu i perkusji wychodzi naprawdę solidna podstawa i
uważam, że w przyszłości ten związek będzie coraz silniejszy.
BP: Myślisz ze na nowym albumie
to słychać?
R.T.: Oczywiście. Dla mnie moim
głównym zamierzeniem było służyć brzmieniu piosenek, pozwolić
tym gościom naprawdę je rozwinąć i nie wtrącać się do ich
napływów weny. Wtrącałem się kiedy miałem do przedstawienia
jakiś naprawdę świetny pomysł. Byłem rozdarty na trzy fronty
gdzie bas może cos naprawdę podkreślić. Z Metallika musiałem być
naprawdę ostrożny gdzie i co podkreślam. Było z tym naprawdę
dużo roboty, jak solidność gry Hetfielda i improwizacje
perkusyjne Larsa. To ich znaki charakterystyczne i basista
próbuje znaleźć dla siebie miejsce żeby im nie zepsuć tych
charakterystycznych momentów. Wiec dużo słuchałem i absorbowałem
magie tego, w jaki sposób Lars i James polegają na sobie
nawzajem i budują piosenki. To były poszukiwania miejsc, w
których mogę umieścić linie basowe. Czasami oznaczało to
eksperymentowanie z ośmioma rożnymi rzeczami, aby sprawdzić jak
każda z nich brzmi najlepiej i skupienie się na dwóch z nich.
Wiem ze skupiłem się na tym, co musiałem najbardziej podkreślić
w piosenkach. To była ta praca domowa i ćwiczenia. Jeśli
zacząłbyś jammowac tak jak ja i Lars, takie rzeczy zdarzałyby
się same. Każda piosenka jest jak znajomość: Jeśli masz kogoś
poznać, to się to stanie.
BP: Na większości nagrań z Death
Magnetic bas pasuje świetnie i daje kopa razem z perkusja i
gitarami, ale ciągle ma czyste, głębokie brzmienie.
R.T.: To taka sztuczka: mając
własne brzmienie w zespole, który i tak wyrobił je sobie dawno
temu i które jest do niczego nie podobne. To ważne dla brzmienia
żebym znalazł dla siebie miejsce w środku szaleństwa. Są
częstotliwości, na których wszystko gra; to dlatego próbujemy to
uchwycić na żywo i to jest to co próbujemy osiągnąć w studio.
Czasami to jest tylko twój atak, albo jak stworzysz swoja
ścieżkę i to, co przez nią podkreślisz. Uderzam struny po prawej
stronie mostka, co dodaje mojemu atakowi trochę odwagi. Ucinam
także moje ścieżki, kiedy myślę, ze to pomoże złapać klimat na
żywo. Wcześniej, kiedy ucinaliśmy ścieżki perkusji i graliśmy
sami na żywo [producent] Rick Rubin zasugerował, że powinniśmy
się zastanowić i wziąć z tego wszystko co było najlepsze. Po
tym, zacząłem się nad wszystkim zastanawiać i czułem się
komfortowo z tym co grałem. To coś, czego nigdy wcześniej nie
robiłem.
Jest kilka miejsc, w których wyciągasz trochę dużych ślizgów
[technika polegająca na połączeniu dwóch dźwięków przy jednym
szarpnięciu struny. To jest sposób, w
jaki lubię używać struny B, jakbyś był nosorożcem z gigantycznym
zadem wchodzącym do budynku. Struna B ma takie miejsce - nie
chcesz tego nadużywać. Musisz znaleźć na to idealne miejsce.
Ciąg dalszy nastąpi...
Źródło:
overkill.pl |