Robert dla BassPlayer
CZĘŚĆ 1
04.04.2009
Niektórzy z was zauważali, że w naszym
zestawieniu gitar zespołu zabrakło miejsca na basówki. Poniżej
część pierwsza małej rekompensaty. Obszerny wywiad z Robertem
Trujillo dla fachowego magazynu Bass Player. Pierwsza część
obejmuje nieco bardziej ogólnikowe tematy, w przyszłych
częściach pojawi się więcej technicznych detali na temat
wspaniałego instrumentu jakim jest bas. Miłego czytania...
Pierwsze
kroki na basie stawiałem w czasie wolnym. Przychodził do mnie
nauczyciel i grałem jazzowe standardy. Kończyliśmy jednak
jammując do Black Dog z repertuaru Led Zeppelin, on śpiewał i
grał na gitarze. Brałem też lekcję pianina z moją żoną niedawno.
Ale gdy zaczęliśmy pisać materiał na nowy album, musiałem dać
sobie spokój. Ciężko zająć się pracami domowymi, gdy masz
mnóstwo roboty w studio nad basem.
Jesteś w zespole już
pięć lat, ale niektórzy prawdopodobnie wciąż traktują cię jak
nowego...
Tak, to ciekawe. Pięć lat to całkiem dużo czasu, ale maleje gdy
spojrzysz na historię zespołu i wspaniałe czasy z Cliffem i
Jasonem. Myślę, że będę tym nowym przez bardzo długi czas. Jason
też był, ale on przyszedł do zespołu za młodu, to była jego
pierwsza wielka rzecz. Jednakże koledzy z kapeli bardzo starają
abym czuł się , jakbym grał z nimi od zawsze. Zboczyli ze swojej
standardowej ścieżki abym poczuł się komfortowo, także w sferze
kreatywnej.
Patrząc wstecz, jak
określisz zmiany w zespole po twoim przybyciu?
Wydaje mi się, że dołączyłem do zespołu w odpowiednim momencie.
James najprawdopodobniej jest znacznie przyjemniejszy we
współpracy niż dajmy na to dziesięć lat temu. A możliwe, że z
Larsem jest podobna historia. Ponadto trafiłem akurat na
renesans starszej twórczości Metalliki, co jest dla mnie dobre,
bo jestem wielkim fanem Ride the Lightning i Master of Puppets.
Świetnie było się zmierzyć na żywo z tymi piosenkami. Udało mi
się też namówić ich do zagrania Dyer’s Eve, szybki, szalony
numer, nigdy wcześniej go nie wykonywali. Gdy graliśmy całego
Mastera na żywo, zadebiutował na żywo również Orion, piękny
instrumental.
Partie basowe w tej
piosence są bardzo intensywne...
O tak, bas gra tu pierwsze skrzypce. Dla mnie to dzieło sztuki.
Świetna gitarowa harmonia, świetne melodie, ale to właśnie
dzieło Cliffa. Grać go było wyzwaniem, ale również masą radości.
Przybyłem akurat w momencie, gdy byli gotowi powrócić do tego
materiału, a to pomogło z kolei w powstaniu nowej płyty. Tam
ewidentnie jest sporo wpływów starszego materiału.
Czy pozycja gitary
basowej w zespole uległa zmianie?
O to trzeba ich zapytać. Twierdzą, że są bardzo szczęśliwi i
zadowoleni z tego co robimy razem. Wcześniej ich umysły były w
zupełnie innych miejscach. Jason grał w Metallice w czasach, gdy
akurat bywali zdecydowanie bardziej szorstcy. Jestem w stanie
sobie wyobrazić Jamesa, który wścieka się na zbyt głośny bas i
nie chce słyszeć o żadnym basie.
Lars i ja gramy teraz w duecie. Sądzę, że z nikim wcześniej nie
grał tak mocno powiązany. Nie obwiniam go za to, ale zwykł
stawiać bardziej na Jamesa. W wielu metalowych kapelach to
gitara rytmiczna trzyma wszystko w ryzach. Nawet gdy grałem w
Suicidal, to Mike Clark wszystko kontrolował. Basista też miał
coś do powiedzenia, ale zazwyczaj trzymał się tej prawej ręki
gitary rytmicznej. Jednakże ja i Lars zaczęliśmy się lepiej
rozumieć, gdy jammowaliśmy nowe piosenki bez Kirka i Jamesa.
Lars do mnie zadzwonił i powiedział „zaszalejmy”. Pomyślałem -
super, w końcu będziemy prawdziwą sekcją rytmiczną. Brad i Timmy
z Rage Against the Machine też dużo razem ćwiczyli i dało to
swój efekt. Jeśli bębny i bas dają radę, wszystko działa. Coś na
pewno w tej materii ruszyło i zespół jest solidniejszy. A myślę,
że w przyszłości to się tylko poprawi.
Uważasz, że to
odbiło się na nowym albumie?
Definitywnie. Jednakże moim głównym zamierzeniem było dopieścić
piosenki. Pozwolić zespołowi rozwijać piosenki, nie przeszkadzać
w kreatywnym procesie. Wkraczałem gdy czułem, że mam coś
naprawdę mocnego do zaprezentowania. Wtedy bas jest rodzajem
deklaracji. W Metallice muszę na to bardzo uważać, częścią
Metalliki, jej sygnaturą jest niesamowicie solidna gitara
rytmiczna Jamesa i element improwizacji perkusji Larsa. Jako
basista chcę znaleźć swoje miejsce i nie wadzić innym
sygnaturowym elementom zespołu. Słuchałem ich więc bardzo dużo,
absorbowałem tą magię, za pomocą której dopełniają się James i
Lars podczas pisania piosenek. Poszukiwałem miejsc, w których
chcę aby znalazła się linia basu. Czasami oznacza to
wypróbowanie ośmiu różnych sposobów i skupianie się na tych
najlepszych. I to nazywamy pracą domową. Jammowanie do tych
kawałków. Wtedy pomysły po prostu same przychodzą. Piosenki są
jak relacje międzyludzkie. Jeśli mają się udać, jakoś same
znajdą sposób.
W wielu fragmentach
Death Magnetic bas idealnie dopełnia się ze stopą perkusji i
gitarami, ale wciąż ma swoje klarowne miejsce.
I to jest właśnie ten trud. Znaleźć swoje miejsce w zespole,
który już zajmuje tyle miejsc. To dla mnie tak bardzo istotne w
tym zespole, aby znaleźć swoją niszę w tym całym szaleństwie.
Jest jakaś zasada według której to działa, to sprawdza się na
naszych występach na żywo. Staramy się to przenieść na płytę w
studio. Czasami to kwestia wydobycia dźwięku (ataku),
fizyczności, uderzam strunę tuż nad przystawką, nadaje to
odpowiedniego brudu, brzęku. Ponadto nagrywałem na stojąco, co
nadawało nagrywaniu koncertowego klimatu. Na początku to była
tylko sugestia Ricka, ale ostatecznie nagrywałem całość na
stojąco bo zaczęło mi tak być wygodniej i naturalniej. Przyznam,
że nigdy wcześniej w mojej karierze czegoś takiego nie robiłem.
Jest na albumie
kilka fragmentów, gdy wychodzisz przed resztą z hukiem.
I to jest potęga struny B (najgrubsza struna dodana w
pięciostrunowym basie, używana pomocniczo - przyp. Ugluk).
Zajebiście gruba sprawa, z kopniakiem wchodzisz do budynku. To
jest zadanie struny B - ale nigdy nie chcesz tego nadużywać.
Musisz znaleźć jej idealne miejsce.
Ugluk
Źródło:
overkill.pl |