Metallica - sama o sobie
CZĘŚĆ 2
23.04.2009
Cliff
James: Po wypadku autokarowym w Szwecji byliśmy tak bardzo...
zagubieni. Nie wiedzieliśmy co robić dalej.
Lars: Gdy masz 21 czy 22 lata, nie jesteś przygotowany na tego
typu sytuacje. Dla mnie to nie była kwestia tego czy
kontynuować, czy zakończyć działalność. Tylko kwestia JAK
kontynuować. Jedynym sposobem poradzenia sobie z tym problemem
było iść do przodu. Obalić butelkę wódki i iść dalej.
James: Management twierdził, że najlepszym sposobem jest
przewalczenie tego poprzez muzykę. Znowu na trasę. Wzięliśmy do
siebie tą poradę. Nie wiedzieliśmy czy to najlepsze rozwiązanie,
ale wiedzieliśmy, że muzyka to nasz kokon, nasze schronienie,
azyl. Gdy graliśmy razem, wszystko było w porządku.
Lars: Gdy masz te 22 lata, nie znasz innego sposobu niż picie i
granie. Cliff byłby pierwszym, który skopałby nas w tyłki i
kazał grać dalej, aby kontynuować dzieło, które sam budował. .
James: Gdy nadeszły gorsze dni i ten gniew na siebie nawzajem,
bardzo tęskniłem za pewnymi cechami Cliffa..
Fani
Robert: Fani Metalliki to aspekt, który podnosi całe to
przedsięwzięcie na wyższy poziom. Można by z nich utworzyć cały
zamieszkany stan. I nie ważne gdzie pojedziesz, do Estonii,
Moskwy. I tak będą zawsze hardkorowo oddani zespołowi.
Lars: Niesamowitą sprawą są fani, którzy postarzeli się razem z
nami.
Kirk: Wciąż widuję znajome twarze ludzi, którzy zaczęli bywać na
naszych koncertach od trasy Master of Puppets. Tylko te twarze
trochę starsze. Więcej siwych włosów. Niektórzy z nich u boku
mają dzieciaki. Życie leci dalej... ale z Metalliką.
Wielkie chwile
James: Jest tak wiele niesamowitych miejsc na świecie i
niesamowitych przeżyć, które przetoczyły się przez nasze
życia... Widzieliśmy zamieszki w Porto Rico, bo nie mogliśmy
zagrać z powodu ulewnego deszczu. W Indonezji przewracano
radiowozy policyjne. Policja przeganiała tłum strzałami z ostrej
amunicji. Zagraliśmy za kołem podbiegunowym w małej miejscowości
dla wszystkich jej mieszkańców. .
Robert: Jeden z wczesnych moich koncertów z nimi odbył się w LA
Colliseum. Byłem tam w 1980 na Rolling Stonesach. I nagle sam
trafiam w to miejsce grać dla tylu ludzi. To jest uczucie
unoszenia się nad ziemią. To był dla mnie najmocniejszy moment w
karierze..
Kirk: Pamiętam to uczucie: „wooow, gram na Day on Green”.
Przecież sam tam chodziłem oglądać dziesiątki kapel jako
dzieciak. Pomyślałem... Cholera, zrobiłem coś, z czego mama
byłaby dumna. (śmiech)
Lars: Koncert w Rosji w 1991. Był to okres gdy zaczynał rozpadać
się Związek Radziecki. Czasy zaczynały się zmieniać..
James: Widziałem ludzi po sam horyzont, gdzie tylko mogłem
dojrzeć, stali ludzie. Niektórzy twierdzą, że było tam 2
miliony, inni , że ćwierć miliona. Radzieccy żołnierze patrzyli
na szalejących fanów i zrzucali swoje czapki, dołączając się do
zabawy.
Hall of Fame
James: Teraz jeszcze bardziej niż zwykle patrząc na swoje
osiągnięcia myślę , że jestem fartownym skurczybykiem (śmiech).
Gram w gdzieniegdzie znanej kapeli. Wszystko idzie dobrze, płyta
zbiera dobre opinie, gramy ze sobą dwadzieścia parę lat,
otrzymujemy mnóstwo miłości spod sceny. Czasami to mnie przeraża
jak wielki mamy na nich wpływ.
Ból i przyjemność
James: Zawszę chcę aby nasi fani wychodzili z koncertów w
przyjemny sposób obolali (śmiech). Chcę aby byli wypruci z
energii mentalnej i fizycznej. A gardła mają mieć tak zdarte, że
nie mogą gadać. Chcę aby czuli się tak jak my, czyli, że daliśmy
z siebie wszystko i jeszcze więcej... Chcę aby mówili sobie, że
to najlepszy koncert jaki widzieli i życzyli nam powodzenia w
przebiciu go następnym razem.
Przyszłość
Lars: Ta muzyka jest tak fizyczna, że nie mogę zagwarantować ,
że wytrzymamy to przez kolejne 20 lat.
James: Każdy, wspominając starszych gości, którzy wciąż grają,
wspomni Rolling Stone
Lars: Z całym szacunkiem, ale oni nie grają tak jak my.
James: Nie grają tak jak my, nie machają głowami i nie grają
piosenek o szybkości 200 km/h. Nasza muzyka jest trochę
intensywniejsza. Patrzę jednak na osoby takie jak Lemmy, którzy
wciąż robi dobrą robotę, albo Iggy Pop, który wciąż szaleje na
scenie. Jest to możliwe!
Lars: Mamy po 45 lat. Pamiętam jak mój ojciec skończył 45.
Kurwa, człowieku, 45 to już stary! Dołączył do tenisowej ligi
seniorów. A my gramy z kopiącym dupę Machine Headem, tu kurwa
nie ma ligi seniorów, gdzie jest liga seniorów? Nie wiem czy
wytrzymamy kolejne 20 lat, mam nadzieję, że do tego momentu nie
ocipiejemy.
Źródło:
overkill.pl |