Metallica w Auckland - relacja
13.10.2010
Poniżej pierwsza relacja z dzisiejszego koncertu Metalliki w
Auckland, zamieszczona na witrynie
stuff.co.nz:

Widziałeś już moshowanie, ale nie widziałeś moshowanie takiego
jak to. Słyszałeś riffy, ale nie słyszałeś riffów wyrzucanych
tak gęsto i szybko jak te tutaj. Miałeś też pewnie włosy nie raz
opalone przez pirotechnikę w Vector Arena, ale nigdy nie byłeś
na tyle blisko, aby podgrzać sobie pianki w ogromnych ogniach,
wystrzeliwujących ze sceny. Za to wszystko, ale i za dużo, dużo
więcej, możesz podziękować Metallice. Pierwszy z dwóch
wyprzedanych koncertów w Auckland dowiódł, że metalowa legenda
jest w mieście, aby zrobić coś większego i lepszego, niż
jakiekolwiek inne miasto doświadczyło dzięki takiej supergrupie.
Christchurch być może i miał ich wcześniej, ale Auckland dostał
od Metalliki to co najlepsze, z pełną sceną i promieniami lasera
skanującymi obiekt, ogromnymi trumienkami unoszącymi się niczym
UFO i czarnymi piłkami, rozrzuconymi w czasie granych na bis
Breadfana zespołu Budgie, Motorbreath i szalonego wykonania
jednego z pierwszych utworów - Seek and Destroy.
Ale tylko połowa koncertu wykorzystywała przygotowaną scenę na
metalowy zamęt, jak zaanonsował James Hetfield: ”Metallica
jest w świetnej formie i mamy zamiar dobrze się bawić”. Tak
jak i publiczność. Chcesz zobaczyć roszowanie? To zobacz reakcję
na zagrane w połowie Whevever I May Roam i Sad But True z Black
Albumu, w czasie których zagrane zostały świdrujące riffy, w sam
raz do headbangingu, machania rękami i tańca w młynie, jaki
został wykonany przez spoconych, ubranych na czarno fanów na
całym obiekcie. Być może Hetfielda będziemy mogli po raz
pierwszy zobaczyć w programie Wendy Petrie [nowozelandzka
prezenterka telewizyjna] po tym porażającym wybuchu.

Chcecie coś o riffach? Kirk Hammett udowodnił, że jest urodzonym
drwalem, gdy przechadzając się po położonej w środku scenie –
dzięki czemu nie było złych miejsc siedzących na obiekcie –
niczym na leniwym spacerze, rąbał wszystko najszybszymi i
najbardziej rozpoznawalnymi cięciami, znanymi wszystkim fanom
metalu. Podczas niesamowitej interpretacji For Whom the Bell
Tolls, basista Robert Trujillo skradał się na scenie niczym lew
w klatce, Lars Ulrich walił w perkusję stojąc, a Hatfield
uklęknął, a wszyscy starali się dotrzymać kroku wściekłym riffom
Hammetta. Kończący główny set Enter Sandman został wykonany
przez tak wielu air gitarzystów, że pobiliśmy chyba światowy
rekord Guinnessa.
Chcecie coś o pirotechnice? Pojawiły się po raz pierwszy przy
czwartym kawałku, błyskotliwym Creeping Death. Rozpoczęły się od
okręgu ognia wokół Jamesa, aby później wybuchnąć na całej scenie
i pozostać tam przez większą część utworu, doprowadzając obiekt
do temperatury wrzenia. ”To było ‘Z’ jak zajebiście ['o' for
awesome]” wybełkotał jeden ze szczęśliwych fanów. David Tua
[samoański bokser wagi ciężkiej] nie wyraziłby tego lepiej. Oby
królowie metalu panowali nam długo.

13
października, Auckland, Nowa Zelandia, Vector Arena
1. That Was
Just Your Life
2. The End Of The Line
3. For Whom The Bell Tolls
4. Creeping Death
5. One
6. Broken, Beat & Scarred
7. Wherever I May Roam
8. Sad But True
9. No Leaf Clover
10. ...And Justice For All
11. The Day That Never Comes
12. Master Of Puppets
13. Blackened
14. Nothing Else Matters
15. Enter Sandman
- - - - - - - -
16. Breadfan
17. Motorbreath
18. Seek and Destroy
Źródło:
overkill.pl |